Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

wtorek, 4 kwietnia 2017

One Deck Dungeon. Recenzja gry od Asmadi Games

Tytuł: One Deck Dungeon
Wydawca: Asmadi Games
Rok wydania: 2017
Liczba graczy: 1-2
Czas gry: 60 minut
Język: angielski

Grą One Deck Dungeon interesowałem się od momentu zapowiedzenia jej produkcji przez Asmadi Games. Co zwróciło moją uwagę, to nagłaśnianie tego tytułu, jako pozycji wzorowanej na komputerowych grach typu rougelike (click). Jako, iż spędziłem sporo czasu grając w jedną z nich, a konkretnie w Angband, to z ciekawością podchodziłem do One Deck Dungeon. Projektantem gry jest Chris Cieslik. Jest on współautorem RED7 oraz dodatku do Innowacji. Indywidualnie stworzył między innymi grę Nie testowaliśmy tego wcale.


Żeńska obsada
Pierwsze co zwróciło moją uwagę, to fakt, że wszystkie klasy postaci w grze są kobietami. Trzeba przyznać, że trochę mnie to zaskoczyło, gdyż obecnie autorzy i wydawcy starają się dzielić wizerunki bohaterów w stosunku 1:1, jeśli chodzi o ich płeć. Oczywiście nie mam nic przeciwko takiemu zabiegowi i uważam go za bardzo interesujący.
Ilustracje w grze są bardzo przyjemne dla oka. Zachowują one pewny balans między byciem kreskówkowym, a mrocznym i klimatycznym. Jest to według mnie dobry zabieg, gdyż w związku z tym gra może trafić do szerszego grona odbiorców. Ikonografia i przejrzystość kart jest na przyzwoitym poziomie i już po pierwszej rozgrywce rozumiemy znaczenie wszystkich symboli.
Karty będące sercem gry mają niestety czarne obwódki. Jeśli połączymy to z dość częstym tasowaniem i przekładaniem ich z miejsca na miejsce, to nie trudno domyślić się, że szybko się zniszczą. W związku z tym zalecałbym zakoszulkować tę grę, jeśli mamy zamiar często w nią grać. Poza kartami, w pudełku znajdziemy drewniane znaczniki życia i eliksirów oraz 30 kości w czterech kolorach: żółtym (siła), niebieskim (mana), magenta (zręczność) oraz czarnym (jokery).
Instrukcja do gry jest, z braku lepszego określenia, napisana dwa razy. Rozumiem przez to fakt, że w pierwszej części mamy opis z rysunkami, a w drugiej wyłącznie wypunktowanie wszystkich reguł gry. W zasadzie nie wiem co o takim sposobie rozłożenia instrukcji myśleć. Poniekąd przypomina to, co możemy znaleźć w instrukcjach do Eldritch Horror. W teorii jest to dobry pomysł, ale muszę przyznać, że i tak mieliśmy drobne problemy ze zrozumieniem niektórych reguł. Nie zmienia to jednak faktu, że One Deck Dungeon jest grą prostą, jeśli chodzi o stopień skomplikowania zasad.

Elementy gry
Karty spotkań:
Dzielą się one na dwa rodzaje: stwory i pułapki. Znajdują się na nich miejsca na kości, które należy położyć, aby nie otrzymać negatywnych konsekwencji (utrata życia lub czasu). Mogą one też mieć jakieś specjalne zdolności. Po rozpatrzeniu spotkania możemy wziąć jego kartę i użyć jako umiejętność (opisana na dole karty), przedmiot dający dodatkowe kostki (lewa strona karty) lub punkty doświadczenia (górna część karty).
Karty poziomu:
Określają one aktualny poziom naszego bohatera. Narzuca nam on ograniczenia w liczbie posiadanych przez nas przedmiotów i umiejętności. Żeby podnieść nasz poziom musimy zgromadzić i wydać odpowiednią liczbę punktów doświadczenia.
Karty bossa/podziemi:
Są one dwustronne. Z jednej mamy samego bossa, którego musimy pokonać na końcu naszej wędrówki przez podziemia. Druga jest podzielona na trzy wiersze, odpowiadające poziomom lochów. Dodają one specjalne reguły i utrudnienia (miejsca na kostki), które gracze muszą pokonać w każdym z dwóch rodzajów spotkań.
Karty postaci:
Poza wizerunkiem naszej postaci, na jej karcie znajdziemy liczbę i rodzaj kostek, którymi rzuca w trakcie spotkań oraz punkty życia. Nasze umiejętności znajdują się na spodzie. Pierwsza z nich opisuje warunki, jakie musimy spełnić, aby dostać jednorazową czarną kość (Jokera). Druga to po prostu jakaś nasza zdolność. Jeśli chodzi o umiejętności, to wszystkie z nich mają oznaczonie, czy można je używać w walce ze stworami i/lub rozbrajaniu pułapek.

Zarys rozgrywki
One Deck Dungeon to gra jedno lub dwuosobowa. W opisie rozgrywki skupię się na tej drugiej, gdyż różnice między nimi są minimalne. Oczywiście współpracujemy w niej ze sobą, aby przejść przez trzy poziomy podziemi i zabić bossa czyhającego na ich końcu. Na początku rozgrywki każdy z graczy wybiera swoją postać. Mamy do wyboru klasę maga, wojownika, łucznika, paladyna oraz łotra. Jeżeli gramy kampanię, to możemy wziąć również kartę rozwoju naszego bohatera. Dzięki temu możemy mieć w przyszłości dostęp do nowych umiejętności w jednym z trzech drzewek rozwoju.
Kolejnym krokiem jest wybranie rodzaju bossa, z którym chcemy się zmierzyć. Wszystkie karty spotkań tasujemy ze sobą i tworzymy talię. Na jej spodzie kładziemy kartę schodów, która informuje nas o momencie, w którym możemy zejść na kolejny poziom podziemi. Tury w grze przebiegają w następujący sposób:
Na początku każdej z nich musimy wydać dwie jednostki czasu. Czas jest odmierzany poprzez odrzucenie kart z talii spotkań. Następnie mamy dwie opcje do wyboru:
1. Eksploracja
Z talii spotkań wykładamy zakryte karty, które symbolizują zamknięte drzwi. Kładziemy ich tyle, aby w sumie cztery znajdowały się na stole.
2. Wejście do pomieszczenia
Wybieramy jedne z drzwi, ewentualnie odkrywamy je (jeśli były zamknięte), a następnie decydujemy czy:
a) Uciekamy.
Nasza tura kończy się i drzwi zostają otwarte (odkryte) na stole.
b) Stawiamy czoło spotkaniu.
W walce ze stworami rzucamy wszystkimi naszymi dostępnymi kośćmi, niezależnie od kolorów. W przypadku pułapek możemy rzucać tylko kostkami w odpowiednim kolorze - informuje nas o tym karta, która daje dwa wybory. W obu wypadkach możemy używać ewentualnych jokerów. Jokery możemy też tworzyć poprzez wymianę dwóch kostek – otrzymujemy wówczas czarną kostkę o wartości najniższej z odrzuconych kości. Po rzucie musimy przypasować je jak najlepiej, aby wypełnić jak najwięcej pól na karcie spotkania. Żeby to zrobić, to kość lub kości musi mieć odpowiednią sumę oczek. W pierwszej kolejności musimy zapełnić miejsca zawierające tarcze. Można do tego użyć kości dowolnego koloru. Jeżeli tego nie zrobimy, to nie możemy zapełniać pozostałych. Oczywiście w trakcie tych czynności możemy używać dowolnych umiejętności lub eliksirów, które mogą nam pomóc.
Kiedy wykorzystamy wszystkie kości i zapełnimy to, co się nam uda, to po pierwsze otrzymujemy obrażenia i tracimy czas – ikonki na odkrytych polach. Po drugie zabieramy kartę spotkania i możemy ją wykorzystać jako umiejętność (ew. nowy rodzaj eliksiru), przedmiot lub doświadczenie.
Na koniec tury mamy możliwość wydania punktów doświadczenia, żeby podnieść nasz poziom. Jeżeli odkryliśmy już schody, znajdujące się na końcu talii spotkań, to możemy zejść na niższy poziom lochów. Po tym wszystkim rozpoczynamy kolejną turę od wydania dwóch jednostek czasu. Gramy tak długo, aż jedna postać straci wszystkie punkty życia lub końcowy boss zostanie pokonany.
Jest to bardzo pobieżny opis tego, co dzieje się w One Deck Dungeon. Mam nadzieję, że troszeczkę nakreślił on Wam zasady gry.

Śmiało zmierzamy w podziemia, gdzie jeszcze nikt nie dotarł
Nie wiem, czy mogę porównać One Deck Dungeon do gry typu rougelike. Rzeczywiście fabuła może nasuwać takie skojarzenie, ale w trakcie rozgrywki nie czułem klimatu, a tym bardziej presji, jaką miałem grając we wspomniany we wstępie Angband. Po prostu mechanizmy nie odwzorowują tego, co się dzieje w grze tego typu. Uważam, że takie coś może jedynie osiągnąć gra typu dungeon crawl, a tym One Deck Dungeon nie jest.
Po pierwszym przeczytaniu instrukcji stwierdziłem, że grałem już w coś podobnego. Sylwia rozwiała moje wątpliwości i potwierdziła, że omawiana gra jest bardzo, ale bardzo podobna do Star Trek. Five-year mission. Pierwsza rozgrywka tylko potwierdziła te przypuszczenia. Główny mechanizm gry, czyli dopasowywanie kostek o odpowiedniej wartości i w odpowiednim kolorze, żeby pokonać jakieś przeszkody jest identyczny. Drobne różnice tkwią w szczegółach, jak rozwój postaci, pozyskiwanie nowych kości, różnego rodzaju podziemia wprowadzające drobną różnorodność do rozgrywki i ostateczna walka z bossem. Jednak nie jestem pewien, czy w wystarczający sposób wyróżniają one One Deck Dungeon od Star Treka. Największa różnica między nimi jest taka, że recenzowana dziś gra jest sygnowana jako tytuł dla jednego, ewentualnie dwóch graczy (nawet czterech przy dwóch zestawach!), a Five-year mission ma być pozycją wieloosobową, którą w zasadzie być nie musi (więcej w recenzji – click).
Pudełko sugeruje, że rozgrywka w One Deck Dungeon ma trwać około 30 minut. Muszę przyznać, że nasza pierwsza dwuosiowa partia trwała co najmniej półtorej godziny, ale trzeba wziąć pod uwagę to, że uczyliśmy się zasad. Kolejne były już krótsze i dynamiczne, ale w żadnym wypadku nie trwały tylko 30 minut. Być może grając bez większego zastanawiania i nie kombinując z manipulacją kostkami, byłoby to możliwe. Jednak nie wydaje mi się, że da radę osiągnąć taki czas w grze dwuosobowej, gdzie uczestnicy mają ze sobą współpracować i komunikować się.
One Deck Dungeon to prosta, całkiem niezobowiązująca gra planszowa, w której wiele zależy od naszego szczęścia w rzutach kośćmi. Wystarczy, że raz nie wyrzucimy odpowiedniej liczby oczek, żeby przebić się przez pola z pancerzem i nic nie możemy zrobić. Zasiadając do niej trzeba mieć na względzie ten element losowości gry. Kolejną sprawą jest totalne chodzenie w ciemno po lochach. Jeśli otwieramy jakieś drzwi, to nie wiemy co za nimi czeka, więc nasz wybór, do których drzwi pójdziemy jest nieistotny. Ważna jest jedynie nasza późniejsza decyzja, czy będziemy stawiać czoła zagrożeniu, czy uciekać. Kiedy już walczymy z zagrożeniem, to staramy się wykorzystać jak najwięcej combosów z naszych umiejętności, ale nie ma w tym żadnej głębszej taktyki. Troszeczkę istotniejszą rzeczą jest zarządzanie czasem – talią spotkań. Nie możemy totalnie bezmyślnie go marnować, bo zaraz znajdziemy się na niższych poziomach podziemi, gdzie bez rozwoju postaci (umiejętności i przedmioty) nie będziemy w stanie nic zrobić. Gdyby nie dość długi czas rozgrywki, to zaklasyfikowałbym tę grę jako filler. Co działa według mnie na spory jej plus, to możliwość drobnego rozwoju postaci oraz różnego rodzaju podziemia/poziomy trudności. To powoduje, że chce się do tych podziemi wracać.

Tomasz

Pomocnicza ocena zbiorcza według naszej zawiłej skali:
I.
Klimat
4/6
II.
Losowość
4/6
III.
Błędy w grze
5/6
IV.
Złożoność
6/6
V.
Interakcja
6/6
VI.
Wykonanie
6/6
VII.
Cena
5/6
VIII.
Czas rozgrywki w dwie osoby
5/6
IX
Ocena gry
4/6
Nota końcowa: 5.00/6

Grę udostępniło wydawnictwo: 
http://asmadigames.com/
Bardzo serdecznie dziękujemy!
...and something for our international readers:
Pros:
+ Quite simple rules
+ Dynamic gameplay
+ Graphic design
+ Replayability
+ Campaign mode – character upgrades

Pros/cons:
+/- Randomness
+/- Lacks important tactical decisions

Cons:
- Unless you are totally unlucky, you won’t finish the game in 30 minutes (suggested gameplay time on the box) – almost a ‘filler’ but not quite

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz