Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

środa, 3 czerwca 2020

Lincoln. Recenzja gry od PSC Games

Tytuł: Lincoln
Wydawca: PSC Games
Rok wydania: 2018
Liczba graczy: 2
Czas gry: 45-90 minut

Naprawdę trudno jednoznacznie zdefiniować, czym jest planszowa gra wojenna. Oczywiście musi ona poruszać odpowiednią tematykę. Powinna również zawierać mapę, na której wystawiane są oraz poruszają się jednostki. Na jakimś etapie powinno dochodzić do konfrontacji pomiędzy nimi. Jeżeli przyjmiemy, że to są podstawowe wyznaczniki gry wojennej, to do tej kategorii można by zaliczyć chociażby Neuroshimę Hex!, która jak wiemy jest grą abstrakcyjną. Nie będę się teraz rozwodził nad tym tematem, ale chcę tylko zaznaczyć, że termin "gra wojenna" jest dość płynny i może podlegać różnym interpretacjom. Dziś postaram się przybliżyć Wam tytuł Lincoln autorstwa Martina Wallace'a. Pierwotny wydawca, to znaczy PSC Games, podkreślił fakt, że jest to lekka oraz szybka gra wojenna. W Polsce została wydana przez wydawnictwo PHALANX. Czy trzeba być miłośnikiem historii i gier wojennych, żeby się przy niej dobrze bawić? Między innymi tego dowiecie się z poniższego tekstu.


Nieznana wojna
Lincoln opowiada o wojnie domowej w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie XIX wieku. Nie ma co ukrywać, że konflikt ten, zwany powszechnie wojną secesyjną, trwający od 1861 do 1865 roku, nie jest raczej popularnym tematem zarówno wśród miłośników historii, jak i w szkolnym programie nauczania. Oczywiście mam na myśli nasz kraj. To oczywiście wcale nie znaczy, że nie znajdziemy w Polsce jakiś pasjonatów tych wydarzeń. Jeśli chodzi o mnie, to nie mogę powiedzieć, że absolutnie nie mam bladego pojęcia, czego ona dotyczyła. Rozumiem jakie cele przyświecały Skonfederowanym Stanom Ameryki i co sprowokowało je do takich, a nie innych akcji. Również jestem świadomy, że na dłuższą metę nie byli do niej przygotowani gospodarczo. Wiem jaki był finał tego konfliktu i jego następstwa. Niestety nie mam większego pojęcia na temat przebiegu samego konfliktu. Niestety Lincoln, moim zdaniem, nie poszerzy naszej wiedzy na temat tego konfliktu. Brakuje w nim jakiś kart wydarzeń, które prowokowały by do zgłębienia wiedzy historycznej na ten temat. Karty w grze, które zagrywamy są prawie "gołe" - zawierają wyłącznie ikony pozwalające nam wykonywać jakieś akcje lub rekrutować jednostki. Brak w nich jakiegoś historycznego kontekstu. W każdym razie ja go nie widziałem, tak jak na przykład w grach od GMT Games. Wiem, że Lincoln z założenia nie aspiruje do bycia skomplikowanym tytułem, a wręcz przeciwnie. Przez to pewnie jest tak "ubogi" historycznie. Jednak to sprawia, że odnosi się wrażenie, że gra się w jakąś grę abstrakcyjną.

Zarys zasad wojny
Postanowiłem, że wyjątkowo w tej recenzji nie będę opisywał dokładnie tego, jak działa gra. Przedstawię Wam wyłącznie jej podstawowe założenia od razu z moimi drobnymi przemyśleniami na ich temat.

Co jest bardzo ważne, to fakt, że Lincoln jest grą asymetryczną. Talie kart, które używa się do wykonywania akcji różnią się od siebie zarówno zawartością, jak i wielkością. Unia, jak i Konfederaci mają inne cele, które muszą osiągnąć, żeby wygrać grę. Ci pierwsi muszą cały czas napierać, żeby w momencie wyczerpania ich talii kart akcji mieć odpowiednią liczbę punktów, aby nie przegrać gry. Celem unii jest mieć 12 lub więcej punktów po trzecim wyczerpaniu talii albo kontrolowanie dwóch miast na mapie - Vicksburg i Richmond. 

Konfederaci natomiast muszą nie dopuścić do tego, żeby przeciwnik miał odpowiednią liczbę punktów w momencie przetasowania/skończenia się talii rywala. Inna opcją zwycięstwa dla nich jest doprowadzenie do tego, że znacznik na torze wsparcia Europy osiągnie ostatnie pole. Przesuwa się go po każdej bitwie w stronę jej zwycięzcy albo poprzez zagrywanie kart. Konfederaci w ostateczności mogą zdobyć i kontrolować Waszyngton. Jeżeli chodzi o wspomniane punkty, to Unia zdobywa je przede wszystkim za kontrolowanie miast na planszy.

Gra napędzana jest poprzez zagrywanie kart. Służą one do wystawiania jednostek, poruszania nimi, walki i manipulacji na torach wsparcia Europy oraz blokady morskiej (ta ogranicza liczbę kart na ręce Konfederatom). Ciekawym elementem jest to, że jeśli wykorzystamy daną kartę do wystawienia jednostki, to po pierwsze musimy zazwyczaj opłacić to poprzez odrzucenie innych kart z ręki, a po drugie, karta ta zostaje usunięta z gry. W związku z tym talie obu graczy cały czas się uszczuplają. Jednak w momencie ich skończenia się, wtasowuje się dodatkowe karty, odłożone przed grą. Są to z góry narzucone karty i ich nie wybieramy. Dla Unii jest to zestaw silniejszych kart, dla Konfederatów słabszych. Ma to obrazować to, że Unii nabierała przewagi z czasem, a Konfederaci w konflikcie musieli liczyć na silne, pierwsze uderzenie. To tylko pogłębia asymetryczność rozgrywki. Pamiętajcie, że w momencie skończenia się talii Unii, ta musi mieć odpowiednią liczbę punktów zwycięstwa, inaczej przegra grę.

W Lincolnie poruszamy się według zasad point-to-point movement, czyli po wyznaczonych ścieżkach - liniach kolejowych. Oczywiście, żeby ruszyć nasze oddziały, musimy zagrać odpowiednią kartę. Walka w grze jest bardzo prosta. Wkraczamy na teren wroga naszymi oddziałami, sumujemy ich siłę i każdy z uczestników może zagrać zakrytą kartę "dowódcy", która dodaje swoją wartość do siły walczących oddziałów. Zwycięzca traci połowę walczących żetonów zaokrąglając w dól, a przegrany w górę, a następnie musi się wycofać. W zależności kto wygrał starcie, tor poparcia Europy jest przesuwany w odpowiednim kierunku. Jest to prosty i efektywny system.
Wydaje mi się, że zarysowałem wszystkie najważniejsze cechy omawianej dziś gry. Oczywiście, jak wcześniej wspomniałem nie wgłębiałem się w szczegóły. Pominąłem dokładne kwestie zagrywania kart, poruszania się, kart akcji i kilku innych rzeczy. Niemniej mam nadzieję, że z grubsza powyższy opis da Wam ogólny zarys założeń gry Lincoln.

Wojna dla każdego
Lincoln, to druga gra od PSC Games, w którą mieliśmy okazję zagrać. Pierwszą był tytuł Blitzkrieg!. Obie te pozycje mają jedną cechę wspólną. W ich instrukcjach brakuje przykładów. Nie ukrywam, że kilka rzeczy z całą pewnością by one rozjaśniły, jeśli chodzi o reguły. Nie zrozumcie mnie źle, bo zasady gry Lincoln są całkiem proste, ale nawet nam sprawiały czasem drobne trudności w konkretnych, nietypowych sytuacjach. Uważam, że brakuje im tak zwanych ostatnich szlifów, żeby gra działała płynnie w 100%. Mimo wszystko tytuł ten można rzeczywiście uznać za grą wojenną dla początkujących. Zapoznaje nas ona z takimi mechanizmami, jak prosty ruch point-to-point, czy też z ścieżkami zaopatrzenia. Jednocześnie nie komplikuje wszystkiego na przykład różnymi rodzajami jednostek lub strefą kontroli (Zone of Control). Wszystko to jest całkiem dobrze skompresowane i tworzy odpowiedni balans pomiędzy komplikacją reguł, a dynamicznością rozgrywki.

Jednak te prosty mechanizmy sprawiają, że gra jest raczej nieklimatyczna. Nie ukrywam, że brakuje mi większej otoczki historycznej tego wszystkiego co dzieje się na planszy. Nie sądzę, że by to wynikało z faktu niepopularności samego konfliktu w naszym kraju. Lincoln jest po prostu bardzo "suchy" i abstrakcyjny. Mechanizmy mają sens, ale są tak proste, że pozbawiają ten tytuł historycznej głębi. Mam nadzieję, ze wiecie, co chcę Wam przekazać. Niemniej podkreślam, że jest to moje odczucie wobec tej gry, czy też jej "klimatu". Takie postawienie sprawy może działać na korzyść osób, którzy wolą skupić się na mechanice, a nie całej otoczce. Jeżeli chodzi o mnie, to być może przez to, że preferuję bardziej złożone tytuły, które dzięki większej liczbie reguł nadają sens wszystkim mechanizmom, właśnie tak, a nie inaczej odbieram dziś omawiany tytuł.

Lincoln zaskoczył mnie bardzo swoją asymetrycznością. Trzeba przyznać, że każdą stroną konfliktu gra się zupełnie inaczej. Jest to moim zdaniem kolejny, poza prostymi regułami, plus tej gry. Rozgrywki w niego też są całkiem dynamiczne. Raczej nie przekroczą 90 minut, jeżeli oboje graczy wiedzą co chcą osiągnąć. Jeżeli chodzi o regrywalność, to determinuje ją wyłącznie dobór kart na naszą rękę. Jest to jedyna zmienna w tej grze, ponieważ rozstawienie początkowe dla obu stron jest zawsze takie same. To ma spory, negatywny wpływ właśnie na regrywalność. Niemniej grając Unią możemy próbować zdobywać punkty atakując w innych kierunkach, więc ten gracz powiedzmy ma kilka dróg "ekspansji". Konfederaci raczej skupiają się na obronie, a czasami wyprowadzą jakiś kontratak, żeby pokrzyżować plany wrogowi w odpowiednim momencie. Jednak granie jedną i drugą stroną konfliktu jest całkiem satysfakcjonujące.
Cieszę się, że miałem okazję zagrać w ten tytuł. Dzięki temu wiem co powiedzieć, że jeśli ktoś mnie poprosi o wskazanie prostej, planszowej gry wojennej. Bez wątpienia wskażę, że Lincoln jak najbardziej spełnia te warunki.

Tomek

Ocena zbiorcza według naszej skali:
I.
Klimat
3/6
II.
Losowość
5/6
III.
Błędy w grze
5/6
IV.
Złożoność
5/6
V.
Interakcja
6/6
VI.
Wykonanie
5/6
VII.
Cena
5/6
VIII.
Czas rozgrywki w dwie osoby
5/6
IX
Ocena gry
4/6

Końcowa nota:  4.77/6


Grę udostępniło wydawnictwo: 

Bardzo serdecznie dziękujemy!


... and something for our international readers:
Pros:
+ asymetric, quick and dynamic gameplay
+ offers crucial tactical decisions
+ simple rules
+ wargame for beginners

Cons:
- replayability
- rather non-thematic

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza