Wydawca: Jelly Jelly Games
Rok wydania: 2025
Liczba graczy: 2
Czas gry: 10-15 minut
Język: angielski
Na naszej stronie raczej nie recenzujemy zbyt wielu tak zwanych mikrogier planszowych. Nigdy nie czuliśmy zbyt dużego zapotrzebowania na tego typu tytułu. Jednak czasem priorytety się zmieniają i jak dobrze wiemy czas nie jest z gumy. Więc trzeba również taką niszę w jakiś sposób zapełnić. Tu z pomocą przyszedł tytuł Bahamut Dispute, który przyleciał do nas w paczce z Japonii od Jelly Jelly Games.
Młoda-stara wersja
Jak się okazuje dziś omawiana gra to zmieniona wersja starszego tytułu Terrible Monster. Został on zaprojektowany przez małżeństwo Aya Taguchi i Shun Taguchi. Najbardziej znani są oni z tytułu Little Town wydanego w 2017 roku. Do obu wersji oprawę graficzną robił ten sam artysta, czyli Amelicart. W obu z nich są to dość proste, karykaturalno-humorystyczne rysunki nawiązujące do rymująco przetłumaczonych nazw kart. Ogólnie cała gra utrzymana jest w bardzo lekkim, wręcz dziecinnym klimacie. A w zasadzie o czym jest Bahamut Dispute? Jest on pojedynku magów, którzy chcą przywołać tytułowego smoka - Zgubnego Bahamuta, który pozwoli pokonać rywala i przejąć władzę nad sąsiednim królestwem.
Tytuł ten składa się dosłownie z 16 kart i kilkunastu znaczników. Nie mam zastrzeżeń co do ich wykonania. Jednak z racji faktu, że w Bahamut Dispute gra się dość szybko i często tasuje tę małą talię kart, to po kilku rozgrywkach mogą już być widoczne ślady użytkowania na nich. Co do instrukcji, to miałem kilka drobnych wątpliwości co do szczegółów kilku aspektów w nich zawartych. Na całe szczęście doświadczony gracz poprawnie może je zinterpretować, a te nieścisłości od razu zostały wyjaśnione na forach BoardGameGeek.
Bez owijania w bawełnę
Nie mam zamiaru zbyt długo skupiać się na opisie rozgrywki, bo tytuł ten jest banalnie prosty, a szczegóły w zasadzie tkwią w efektach kart. Zaznaczę w tym momencie jednak, że w tych 16 kartach każda jest inna i występuje tylko w jednym egzemplarzu. Na początku rozgrywki każdy z graczy otrzymuje na rękę 5 kart z talii, 4 żetony życia oraz 2 necro-nope-nicony.
Wyznaczamy pierwszego gracza i gramy do momentu, w którym jeden z nich straci wszystkie punkty życia. Tura składa się z trzech kroków:
Wyznaczamy pierwszego gracza i gramy do momentu, w którym jeden z nich straci wszystkie punkty życia. Tura składa się z trzech kroków:
1. Dobieramy kartę z talii (w razie potrzeby przetasowujemy stos kart odrzuconych)
2. Zagrywamy do dwóch kart z ręki
Karty dzielą się na trzy rodzaje: potwory (które zostają w grze), czary oraz akcje (jednorazowe efekty). Na każdą zagraną przez nas kartę przeciwnik może zareagować, poprzez użycie swojego żetonu necro-nope-nicony. Powoduje to po prostu odrzucenie zagranej przez nas karty. Można to skontrować odrzucając 2 swoje necro-nope-nicony. Jeśli karta nie została "anulowana", to wprowadzamy jej efekt w życie. Te mogą być różne od bezpośredniego zadania obrażeń rywalowi, dobraniu kart z talii, dodatkowych akcji oraz przyzwania stworów, które zadają obrażenia na początku naszych tur. Ogólnie są to po prostu wredne efekty, które w ostateczności uprzykrzają życie rywalowi.
3. Deklarujemy koniec tury i odrzucamy karty do 5, jeśli mamy ich więcej na ręce.
Swoją turę następnie wykonuje drugi gracz. Drobne zmiany dotyczą pierwszej tury, pierwszego gracza - nie dobiera on karty na rękę i może zagrać tylko jedną w czasie swojej tury. To w zasadzie tyle. Znacie wszystkie zasady Bahamut Dispute. Nie ma sensu, żebym opisywał Wam wszystkie efekty z kart. Te możecie sobie zobaczyć na zdjęciach.
Magic w 10 minut
Przyznam, że z początku dość sceptycznie podchodziłem do tego tytułu. Po przeczytaniu instrukcji nawet miałem wrażenie, że jest to Magic: The Gathering, ale skondensowany do koniecznego minimum. Po kilkunastu partiach w ten tytuł nadal to podtrzymuję i jestem naprawdę pod sporym wrażeniem, że udało się Bahamut Dispute uchwycić esencję tego typu gier. Dodatkowo im dłużej grałem, to miałem skojarzenia z serią Munchkin czy też jakimiś Eksplodującymi Kotkami. Bahamut Dispute to dla mnie właśnie mieszanka wspomnianych gier, która daje te same wrażenia dosłownie w 10 minut.
Jednak to nie wszystko, bo w tym tytule jest sporo taktyki, jeśli już pozna się karty, które są dostępne w grze. Możemy blefować i zagrywać je na naszego przeciwnika tylko po to, żeby ten zużył swoje necro-nope-nicony, aby potem zadać mu ostateczny cios czymś innym. Co więcej gra też oferuje różnego rodzaje podejścia do tworzenia prostych i ciekawych kombinacji z efektów kart, które czasem mogą zaskoczyć naszego rywala. Jeśli oboje graczy zaznajomi się i będzie pamiętała jakie karty są w tej talii, a nie jest to raczej nic trudnego skoro jest ich tylko 16, to tytuł ten tworzy ciekawe oraz emocjonujące pojedynki. Ponownie odniosę się do wspomnianych powyżej tytułów, bo naprawdę elementy z każdego z nich znajdziemy właśnie w tej, czasem dość wrednej, rywalizacji.
Co więcej, gra nigdy nie będzie zbyt długa, bo skoro co turę możemy zagrać 2 karty (a czasem więcej z różnych efektów), to wcześniej czy później tych nam po prostu zabraknie i będziemy zagrywać to co dostaniemy z talii. Zdarza się to rzadko, bo zazwyczaj do tego czasu ktoś zrobi jakiś sprytny ruch, który pozbawi życia rywala. Tutaj oczywiście też wchodzi drobny element losowości, który może sprawić, że otrzymamy odpowiednie karty w odpowiednim momencie. Jednak z tego co zauważyłem, to też wpływa na jej regrywalność oraz na nasze szybkie myślenie i łączenie faktów w ten sposób, żeby sprytnie oraz taktycznie wykorzystać to co mamy aktualnie dostępne. Brzmi to zapewne tak, jakby w Bahamut Dispute było sporo głębi. Raczej tak nie jest, ale powiem, że jest jej o wiele więcej, niż się spodziewałem.
Oczywiście sporym plusem jest czas rozgrywki i ilość miejsca, którą ten tytuł zajmuje. Dosłownie można w tę grę zagrać wszędzie, o ile jest w miarę płaska powierzchnia dostępna. W trakcie mojego ostatniego wyjazdu grałem w nią na siedzeniu czekając na boarding na samolot. Co więcej przy tak prostych zasadach, byłem w stanie ją wyjaśnić w kilka minut mojej rywalce, która nie gra w planszówki "zawodowo".
Jak wspomniałem we wstępie nie jestem znawcą mikrogier. Jednak ta ma dla mnie bardzo dużo zalet, o których wspomniałem powyżej. Sądzę, że jest to jedna z lepszych małych gier, w które miałem okazję zagrać. Na pewno też zaskoczyła mnie ona w tym, ile można z niej wyciągnąć ciekawych kombinacji i zagrań. Szczerze polecam w nią zagrać, jeśli kiedyś będziecie mieli okazję i jesteście odbiorcą takiego typu gier.
Tomasz
Ocena zbiorcza według naszej zawiłej skali:
I. | Klimat | 3/6 |
II. | Losowość | 5/6 |
III. | Błędy w grze | 5/6 |
IV. | Złożoność | 6/6 |
V. | Interakcja | 6/6 |
VI. | Wykonanie | 5/6 |
VII. | Cena | -/6 |
VIII. | Czas rozgrywki | 6/6 |
IX | Ocena gry | 5/6 |
Końcowa nota: 5.13/6
Grę udostępniło:
Bardzo serdecznie dziękujemy!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz