Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

czwartek, 7 sierpnia 2014

Klasyka od Kruka #1: Summoner Wars - Krasnoludy Gildii VS Jaskiniowe Gobliny. Recenzja.

Miło mi jest zakomunikować, że nawiązaliśmy współpracę z naszym lokalnym sklepem - Centrum Gier Planszowych Kruk. Dzięki naszej kooperacji będziecie mogli poznać mniej lub bardziej klasyczne tytuły, które są dostępne w tamtejszej wypożyczalni gier. W pierwszym odcinku przeczytacie tekst o Summoner Wars - Krasnoludy Gildii VS Jaskiniowe Gobliny.


Tytuł: Summoner Wars - Krasnoludy Gildii VS Jaskiniowe Gobliny
Wydawca: Cube Factory of Ideas
Rok wydania: 2013
Ilość graczy: 2
Czas gry: 40 minut
Język: polski

Wiele dobrego nasłuchałem się na temat Summoner Wars. Niemniej jakoś nie miałem okazji zagrać w ten tytuł. Dzięki naszej lokalnej wypożyczalni gier uległo to zmianie.. Na temat tej gry wiedziałem tyle, iż jest to taktyczna gra karciana, która poniekąd imituje "figurkowe bitewniaki". Jako, że półki nadal mam zawalone Warhammerem i Warhammerem 40000, to nie kusiło mnie za bardzo, aby sięgnąć po ten tytuł. Niemniej wcześniej czy później trzeba sprawdzić na czym polega fenomen niektórych gier. Zapraszam do zapoznania się z moimi wrażeniami na temat Summoner Wars.

Kamienie przywołań.
W grze tej każdy z graczy kontroluje swojego Mistrza Przywołań. Jest on połączeniem maga i generała, który przy pomocy Kamienia Przywołań zyskał zdolność wzywania i kontrolowania wszelkiego rodzaju stworów. Na początku nie było wiele tych artefaktów, ale z czasem zaczęto odnajdywać ich coraz więcej. Szczęśliwcom oczywiście uderzyła władza do głowy i zaczęli konkurować między sobą, zamiast walki z szeroko pojętym Złem. W ten oto sposób nastały Wojny Przywołań. Tak w największym możliwym skrócie prezentuje się fabuła Summoner Wars. Tak ją zrozumiałem.
Zestaw Mistrza Przywołań.
Miałem z żoną okazję zagrać w starter do gry zatytułowany: Krasnoludy Gildii VS Jaskiniowe Gobliny. W pudełku znaleźliśmy „matę” w formie plakatu, na której toczą się bitwy. Poza tym karty dla obu frakcji i żetony obrażeń. I oczywiście kostki, które są ciężkie i turlają się... Wszystko wykonane w standardowy sposób. W pudełku mamy też instrukcję, która jest napisana bardzo poprawnie i zawiera wiele objaśnień. Było to dla mnie wyjątkowym zaskoczeniem.
Ilustracje na kartach nie wzbudziły jakoś mojego entuzjazmu. Według mnie są za bardzo mdłe i z całą pewnością za mało różnorodne. Co więcej tła obu frakcji są bardzo podobne. Wiem, że nie ma to większego znaczenia, ale czasem można się było pomylić kto jest kim.

Do boju!
Większość z Was zapewne zna Summoner Wars. Niemniej postaram się w jak największym skrócie opisać turę w grze, abyście mogli stwierdzić, czy ta gra nadaje się dla Was. Oczywiście nie będą się wgłębiał w szczegóły zasad.
W trakcie rozgrywki każdy z graczy ma do dyspozycji swoją talię. W niej znajdują się jednostki (stwory) i wydarzenia (karty specjalne). Na początku starcia oboje z uczestników rozstawia się według schematu, który jest przypisany do jego Mistrza Przywołań.
Kiedy już to zrobimy, rzucamy kostką i zwycięzca wybiera kto zaczyna bitwę. Rozpoczynający ma „karę” w postaci niemożności dobrania kart na rękę i poruszenia mniejszej ilości jednostek w fazie ruchu. Cała gra przebiega według takiego schematu:
- dobór do pięciu kart na rękę
- przywoływanie jednostek
- zagrywanie kart wydarzeń
- ruch
- atak
- budowanie puli magii
Dobór kart na rękę jest oczywisty. Jednostki przywołuje się za pomocą nagromadzonej wcześniej puli magii. Pula ta, w największym skrócie, składa się z zabitych jednostek (kart) przeciwnika oraz odrzuconych przez nas kart w trakcie ostatniej fazy. Aby przywołać stwora na pole bitwy, musimy zapłacić odpowiedni koszt, poprzez odrzucenie danej liczby kart z tej puli. Przywołana jednostka musi być wystawiona w sąsiedztwie karty Mur – nazwijmy to centrum dowodzenia. Każdy z graczy na początku ma jeden Mur, ale w trakcie może ich wystawić więcej na planszę - o ile ma je w talii. Kiedy skończymy przywoływać stwory na planszę, to mamy okazję zagrać jakieś wydarzenie, które nas wspomoże lub przeszkodzi przeciwnikowi. Następnie możemy poruszyć do trzech jednostek o dwa pola i zaatakować maksymalnie trzema jednostkami. Atak jest rozwiązany bardzo prosto – rzucamy odpowiednią ilością kostek (według wartości ataku) i na 3 lub więcej oczek trafiamy i ranimy przeciwnika. Bronią zasięgową można strzelać do celów oddalonych do trzech pól, a wręcz atakować tylko sąsiadujące jednostki. Co ciekawe można też zabijać swoje stwory, jeżeli uważamy, że przyniesie nam to korzyść. Na koniec tury, o ile zostały nam karty na ręce, możemy odrzucić je do puli magii, aby w przyszłej turze mieć więcej „many” na przywoływanie stworów.
To tyle. Jest to oczywiście bardzo zwięzły opis zasad podstawowych gry. Nie wziąłem pod uwagę zdolności specjalnych stworów, a każdy jakąś ma, która w pewnym stopniu modyfikuje reguły gry. Rozgrywka trwa tak długo, aż jedna ze stron straci swojego Mistrza Przywołań.

Wrażenia.
Dla mnie, osoby, która spędziła pół życia na bitewniakach, Summoner Wars jest grą banalnie prostą. Oczywiście jeżeli bierzemy pod uwagę tylko i wyłącznie podstawowe zasady gry. Rozgrywka natomiast oferuje nam bardzo wiele możliwości taktycznych i strategicznych. Fakt, nasz plan może się posypać, bo zaryzykujemy jakiś ruch, a w ostateczności będziemy mieli słaby rzut na kościach. Uważam jednak, że to w pewien sposób symbolizuje chaos panujący na polu bitwy. Może być to irytujące, że goblin stojący przed wrogim murem w niego nie trafia... No potknął się! Niemniej tyle takich sytuacji widziałem w Warhammerze, że jakoś bardzo mnie to nie dziwi.
W związku z powyższym losowość w tej grze może być dokuczliwa, dla niektórych. Poza wspomnianymi rzutami, mogą Wam po prostu przyjść zupełnie niepotrzebne karty na rękę. W związku z tym uczulam tą część naszej publiczności, którzy nie lubią, jak „coś zależy od rzutu kostką”.
W grze nie znaleźliśmy żadnych błędów. Co więcej, instrukcja oferuje wiele klaryfikacji zasad przez co rozgrywka była bardzo płynna i przyjemna. Bitwy zajmowały nam około 40 minut, przy większym skupieniu.
Biorąc wszystko pod uwagę, to polecam Summoner Wars każdemu, kto nie miał okazji pograć w bardziej złożony system bitewny. W grze mamy bardzo proste i przejrzyste zasady, dynamiczną rozgrywkę, wiele frakcji i możliwość ich dostosowywania do własnych potrzeb. Wcale nie dziwię się, że gra to robi furorę w naszym kraju, jak i na świecie. Jak tylko będziecie mieli okazję, to spróbujcie. Naprawdę warto!

Taka lepsza Neuroshima Hex!
Tak, dobrze widzicie. Summoner Wars zaoferowało mi dokładnie to, czego mi brakowało w Neuroshimie Hex!, czyli rzuty kośćmi i poruszanie oddziałów. Obie gry są dla mnie swoistą łamigłówką, ale Summoner Wars trafiło według mnie akurat w nisze pomiędzy grę abstrakcyjną i ameritrash/bitewniak. Fakt, że tło obu gier jest bogate, ale jakoś w jej trakcie nie czułem się przebiegłym władcą goblinów, tak jak w Neuroshimie nie czułem się szalonym mutantem. Chociaż klimat z całą pewnością jest bardziej wyczuwalny w Summoner Wars, bez dwóch zdań. W chwili obecnej dla byłoby najlepiej wziąć zasady z jednej i osadzić w świecie drugiej gry. Powstałaby wtedy Neuroshima Wars... Cóż musiałem się podzielić z Wami tymi skojarzeniami ;-)

Tomasz

Pomocnicza ocena zbiorcza według naszej zawiłej skali:
I.
Klimat
3/6
II.
Losowość
4/6
III.
Błędy w grze
6/6
IV.
Złożoność
6/6
V.
Interakcja
6/6
VI.
Wykonanie
4/6
VII.
Cena
4/6
VIII.
Czas rozgrywki w dwie osoby
6/6
IX
Ocena gry
5/6

Końcowa nota:  4.88/6


Grę udostępniło: 
http://kruk.bydgoszcz.pl/
Bardzo serdecznie dziękujemy!

2 komentarze:

  1. "Tak w największym możliwym skrócie prezentuje się fabuła Summoner Wars. Bynajmniej ja ją tak zrozumiałem." Jak już się brać za recenzje, to wypadałoby najpierw opanować różnice między przynajmniej i bynajmniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tego mamy naszych ekspertów od poprawnej polszczyzny, czyli naszych czytelników, aby wytykali nam i tłumaczyli nam błędy językowe. :-) Zapewne każdy z nich nigdy nie popełnił żadnego błędu i wysławia się poprawnie w każdym zastanym momencie. Niemniej dziękujemy za zwrócenie uwagi. Chcielibyśmy zauważyć, że poprawniej byłoby: "Jak już brać się za recenzję (chyba, że chodzi o wiele recenzji... to wtedy 'e'), to najpierw wypadałoby opanować różnicę między przynajmniej i bynajmniej". Dziękujemy za uwagę!

      Usuń