Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

niedziela, 24 sierpnia 2014

Asante. Recenzja gry od wydawnictwa KOSMOS.


Tytuł: Asante
Wydawca: KOSMOS
Rok wydania: 2013
Liczba graczy: 2
Czas gry: 40 minut
Język: niemiecki

Asante to druga gra wydawnictwa KOSMOS, którą będziemy Wam prezentować. Ponownie jest to tytuł z serii „gra dla dwojga” i podobnie jak w grze Targi zabiera nas do Afryki. Co tym razem będziemy robić na tym fascynującym kontynencie? Sprawdźcie sami.

Kolejna podróż do Afryki.
Autorem gry jest Rüdiger Dorn. Ostatnio mogliście o nim usłyszeć, gdyż jego gra Istanbul otrzymała tegoroczną nagrodę Kennerspiel des Jahres – gry roku dla graczy zaawansowanych. Wcześniej autor ten zasłynął takimi tytułami jak na przykład Goa i Genua. Grę Asante można nazwać kontynuacją gry Jambo, również autorstwa pana Dorna. Obie gry mają być ze sobą kompatybilne, jednak nie jestem w stanie powiedzieć na jakich zasadach, gdyż nie miałem przyjemności zagrać w Jambo. Niemniej taka opcja istnieje i może okazać się ciekawa dla wszystkich posiadaczy tej gry.
Asante oznacza w języku suahili „dziękuję”. Myślałem, że tytuł gry odnosi się do grupy imperium Aszanti znajdującego się w przeszłości na obecnym terytorium Ghany. Przyznaję, że się myliłem. Grupy etniczne mówiące suahili zamieszkują centralną i wschodnią Afrykę – Demokratyczna Republika Konga, Kenia, Tanzania i Uganda. Może nie jesteście tego świadomi, ale niektórzy z was potrafią powiedzieć coś w tym języku lub przynajmniej go słyszeli. Przecież „hakuna matata” to „nie martw się” w suahili :-), ale chyba wystarczy już ciekawostek, prawda?
Przejdźmy do samej gry, której fabuła sprowadza się tylko do tego, iż będziemy ze sobą handlowali różnymi dobrami. To niestety tyle. Jesteśmy właścicielami straganu w bliżej nieokreślonej części Afryki i naprzeciwko mamy swojego rywala, któremu staramy się pokrzyżować szyki lub samemu jak najszybciej się wzbogacić.

Karty z przepięknymi ilustracjami.
Zawartość pudełka to karty oraz żetony symbolizujące akcje oraz towary w sześciu rodzajach i złoto. Poza tym mamy dwie płytki z wizerunkiem naszego straganu. Niby niewiele, ale jedna rzecz zrobiła na mnie spore wrażenie. Rysunki na kartach autorstwa Michaela Menzela są naprawdę rewelacyjne. Jego nazwisko możecie znać z gry Legendy Krainy Andor, którą zarówno ilustrował, jak i projektował.
Pomimo, iż gra jest w języku niemieckim udało nam się wychwycić błąd na jednej karcie. Jak do tego doszło? Stało się to w czasie naszej kustomizacji, czyli tłumaczeniu kart z niemieckiego na angielski. Czemu nie tłumaczyliśmy od razu na nasz ojczysty język? Cóż mieliśmy jakieś wstępne tłumaczenie na angielski i postanowiliśmy je sprawdzić oraz, jak się okazuje, ulepszyć. Karta o której wspomniałem to Totenschmuck i jej treść, według mnie, powinna według nas brzmieć: „Lege 2 Aktionsmarker zurück aus die Tischmitte” - w każdym razie działanie karty powinno zezwalać na odzyskanie dwóch znaczników akcji.
Pragnę jeszcze zauważyć, że gra posiada pewne niedopowiedzenia w zasadach. Niektóre rzeczy trzeba brać na logikę. Doprowadziło to między mną, a żoną do napiętych sytuacji związanymi z interpretacją tekstu. Zarówno po angielsku, jak i po niemiecku. Zazwyczaj tekst na danej karcie nie pokrywał jakieś sytuacji lub był za mało precyzyjny.

Rozgrywka w skrócie.
W tym momencie postaram się Wam pokrótce przedstawić, o co chodzi w grze Asante. Zacznijmy od tego, że w grze występuje pięć rodzajów kart: Artefakty, Ludzie, Zwierzęta, Towary i Święte Miejsca. Te ostatnie tworzą osobną talię i opowiem o nich za chwilę. Pozostałe tworzą jedną dużą talię. Na początku rozgrywki każdy z graczy otrzymuje po pięć z nich na rękę. Poza tym oboje uczestników rozpoczyna grę z płytką swojego straganu i dwudziestoma sztukami złota. Na środek stołu wykładane są trzy Święte Miejsca. Rozpoczynający gracz otrzymuje pięć znaczników akcji i możemy rozpocząć handlowanie. Naszym celem jest zdobycie sześćdziesięciu sztuk złota.
Gracz rozpoczyna swoją kolejkę posiadając pięć akcji. Tura każdego z graczy dzieli się na dwie fazy: dobierania kart i zagrywania kart. W pierwszej z nich dobiera kartę na rękę. Nie musi tego robić. Jeśli się jednak na to zdecyduje to zużywa jedną akcję, ciągnie kartę i jeżeli mu ona odpowiada, to dodaje ją na swoją rękę. Może ją też odrzucić i pociągnąć następną, ale musi znów wykorzystać jedną ze swoich pięciu akcji.
W fazie zagrywania kart gracz może... zagrywać karty. Tak wiem, nie spodziewaliście się tego. Poza tym może użyć wcześniej zagranych Kart Artefaktów. Wszystko to zazwyczaj kosztuje jedną akcję. Karty Zwierząt i Ludzi dają nam jednorazowe zdolności, które mogą nam pomóc lub zaszkodzić przeciwnikowi. Karty Towarów pozwalają na zakup lub sprzedaż dóbr. Najważniejszą zasadą w korzystaniu z nich jest to, iż trzeba kupić/sprzedać dokładnie takie dobra, jakie widnieją na karcie. Troszeczkę inną kategorią są Karty Artefaktów, gdyż pozostają one w grze i mogą być wielokrotnie aktywowane. Jednak zagrywając przedmiot dajemy przeciwnikowi możliwość skorzystania z Świętego Miejsca. Karty te dają nam możliwość dobrania karty, zyskania złota, odzyskania akcji lub wymiany towarów z bankiem. Co ciekawe, jeżeli w swoim posiadaniu mamy kilka kart Świętych Miejsc tego samego rodzaju, to efekty ich kumulują się. W związku z tym zanim zagramy Kartę Artefaktu, to musimy dobrze się zastanowić, które Święte Miejsce zyska przeciwnik. Jednak artefakty są tak potężne, że opłaca się oddać przeciwnikowi jakąś akcję specjalną. W trakcie gry możemy mieć przed sobą do trzech przedmiotów. Jeżeli chcemy zagrać kolejny, to musimy odrzucić inny.
W ten sposób gracze naprzemiennie odbywają swoje tury, aż do momentu, gdy któryś z nich uzyska co najmniej 60 sztuk złota. Wtedy przeciwnik ma jeszcze jedną turę i jeśli uda mu się zdobyć tyle samo lub więcej złota, to on zostaje zwycięzcą. Jeżeli miałbym podsumować rozgrywkę w jednym zdaniu, to brzmiałoby ono: użyć dostępne w swojej turze karty tak, aby działały, jak dobrze naoliwiony mechanizm.

Prostota zasad i głębia rozgrywki.
Moją finalną opinię zacznę od negatywnych rzeczy na temat Asante. Na pewno losowość ma dosyć istotne znaczenie w grze. Jeżeli ktoś dostanie odpowiednie karty, w odpowiednim momencie, to bardzo szybko może wykonać jakieś ekstra ruchy i wyprzedzić przeciwnika. Można przeczekać parę kolejek i postarać się zebrać odpowiednie karty na rękę, ale nigdy nie wiemy co się nam trafi. Przecież w teorii dobieramy jedną kartę na rękę w przeciągu tury. W grze nie podobają mi się również nieprecyzyjne zasady, ale o tym wspominałem już w opisie komponentów. Klimat też jest znikomo wyczuwalny i śmiem twierdzić, że nawet mniej niż w grze Targi. Równie dobrze moglibyśmy handlować tymi dobrami gdzieś w Malezji. Niemniej z całą pewnością przepiękne rysunki wspomagają ten element gry.
Przejdźmy do pozytywów, gdyż tych jest zdecydowanie więcej. Rozgrywka w Asante z całą pewnością się nie dłuży. Pod kątem mechaniki gra jest bardzo prosta. Przecież w turze dobieramy kartę i możemy zagrać/użyć kilka z nich. W Asante prostota mechaniki łączy się z głębią rozgrywki. Cały czas obserwujemy, co robi nasz przeciwnik i staramy się zaplanować naszą turę w oparciu o to, co mamy w chwili obecnej na ręce. Można powiedzieć, że w tym aspekcie gra staje się bardziej taktyczna. Jednak jeżeli dobrze zapoznamy się z talią kart i bacznie będziemy obserwować co już zostało odrzucone, to możemy mieć jakąś długoterminową strategię. W naszych rozgrywkach starałem się wypróbować różnego rodzaju drogi do zwycięstwa: skupianie się na sprzedawaniu jednego towaru (najbardziej opłacalna karta w grze), pozyskiwanie towarów z innych źródeł niż Karty Towarów, czy też branie wszystkiego na żywioł i granie tym co akurat było na ręce. Wszystkie te strategie w pewnym stopniu się sprawdzały i nie jestem w stanie powiedzieć, która jest najlepsza. W związku z tym Asante oferuje wiele dróg do zwycięstwa, co jest bardzo pozytywną rzeczą.
Uważam, że w grze tej lepiej być drugą osobą, która przekracza wymagane do zwycięstwa 60 sztuk złota. Zwłaszcza, jeśli wynik jest wyrównany. Wielokrotnie przegrałem przez to, że ledwo co przekroczyłem wskazaną liczbę, a moja żona w swojej ostatniej turze z łatwością wyprzedziła mnie o kilka sztuk złota. Trzeba się zastanowić, czy nie jest lepszym pomysłem „przyczaić się” i wymusić na naszym przeciwniku zakończenie, tak abyśmy to my mogli działać w ostatniej turze. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, ale dobrze jest mieć na taką sytuację jakiś „Plan B”. Samo snucie takich planów udowadnia, że głębia rozgrywki w Asante jest dosyć spora.
 W tytule tym występuje też pewna dawka interakcji. Sądzę, że dosyć spora, jak na grę typu „euro”. Możemy zabierać naszemu przeciwnikowi artefakty czy też zmusić go do pominięcia jednej z dwóch faz w grze. Moją ulubioną kartą jest Przemytnik – gracz zagrywający go bierze trzy towary z puli, wkłada je w dowolnej ilości do zamkniętych pięści, a jego przeciwnik wskazuje jedną z nich. Towary znajdujące się w niej wracają do puli, a reszta na stragan gracza zagrywającego Przemytnika. Niby taka prosta sprawa, a daje spore pole do popisu, bo jeżeli chcemy zaryzykować, to zyskamy aż trzy dobra. Nie mogę pominąć też kwestii pewnej wojny umysłów z naszym przeciwnikiem: skoro ja wiem, że on wie, że ja wiem, że mam towary w prawej ręce... to będę miał je w lewej... ;-). W grze tej znajdziemy wiele elementów, które angażują oboje z graczy. W końcu to gra dla dwojga i bardzo dobrze, że nie siedzi się tylko za swoim straganem i robi swoje.
Asante bez wątpienia będzie z nami podróżowało. Gra ta zabiera jeszcze mniej miejsca niż Targi i można w nią grać praktycznie wszędzie. Naprawdę jestem pod sporym wrażeniem. Jeżeli kiedyś będę miał okazję, to z chęcią dla porównania zagrałbym w Jambo. Niemniej uważam, że wydawnictwo KOSMOS dobrze zrobiło, że wydało sequel gry pana Rüdigera Dorna. Asante polecam wszystkim tym, którzy lubią sobie pohandlować, a przy okazji powbijać kilka szpilek przeciwnikowi. Grając w ową pozycję na pewno się nie zawiodą.

 Tomasz.


Ocena zbiorcza według naszej skali:
I.
Klimat
2/6
II.
Losowość
4/6
III.
Błędy w grze
4/6
IV.
Złożoność
6/6
V.
Interakcja
5/6
VI.
Wykonanie
6/6
VII.
Cena
6/6
VIII.
Czas rozgrywki w dwie osoby
6/6
IX
Ocena gry
6/6

Końcowa nota:  5.00/6


Grę udostępniło wydawnictwo: 
http://www.kosmos.de/
Bardzo serdecznie dziękujemy!

6 komentarzy:

  1. Możesz napisać, jakie mieliście wątpliwości dotyczące zasad? Jestem miłośnikiem jambo i nie kojarzę żadnych problemów z regułami ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na szybko z pamięci (nasze tłumaczenia angielskie).
      Haggler - jak sprzedaje i/lub kupuje to ja decyduje jaki towar mi zostaje lub jaki zyskuje?
      Hornblower - czy jego karta jest wtasowywana razem z całą resztą kart, czy zostaje na stole jako nowy stos odrzuconych?
      Tasowanie stosu Świętych Miejsc po skończeniu talii wraz z użyciem Map - ostatnie odkryte święte miejsce jest wtasowywane z pozostałymi?
      Scout - czy karty z paczkami to karty z wymienionym przez gracza towarem?
      Jakbym się zastanowił, to chyba bym więcej przykładów znalazł.

      Usuń
  2. ach jasne - chodzi o karty, myślałem że to dotyczy ogólnych reguł gry
    to chyba przywara wszystkich karcianek - faq do części z nich to całe opasłe tomiska ;-)
    ale przyznam że z jambo nie miałem problemu chyba z żadną kartą

    OdpowiedzUsuń
  3. A, gdybyście mieli wybierać Asante czy Targi?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń