Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Kenjin. Recenzja

Tytuł: Kenjin
Wydawca: Superlude Editions
Rok wydania: 2015
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: 30 minut
Język: angielski, francuski (niezależna językowo)

Kenjin przyjechał wraz z nami z targów Spiel w Essen w 2015 roku. W trakcie ich trwania odwiedziliśmy stanowisko Lifestyle Boardgames. Po odejściu od niego dogonił nas Artem, jeden z prezenterów i powiedział, że wydawnictwo Superlude ma ciekawą grę. Zaintrygowani postanowiliśmy przejść się tam i przekonać, czy to prawda. Kenjin spodobał się nam na tyle, że zdecydowaliśmy się go zakupić.


Fantastyczna Japonia
Autorem gry jest Nicolas Sato. W swoim repertuarze ma on jeszcze jedną grę – Lutece. W Kenjin wcielamy się w rolę feudalnych władców Japonii. Walczymy ze sobą o dominację na kilku polach bitew. Nie jest to jednak typowa gra o samurajach, gdyż patrząc na ilustracje i zdolności niektórych kart, to widzimy, że są wplecione do rozgrywki pewne elementy fantastyczne.

Po prostu śliczna
Gra jest naprawdę przepięknie wydana. Oprawa graficzna jest fenomenalna i naprawdę przykuwa oko. Osobą za nią odpowiedzialną jest Biboun, który stworzył rysunki do takich gier jak: Happy Pigs, Niet lub Zombie ’15. Pudełko ma magnetyczne zamknięcie, a w środku również przepiękną ilustrację oraz wypraskę, która ładnie mieści wszystkie elementy. Z tego co pamiętam, to Kenjina zakupiliśmy za 18 euro i uważam, że jest to dobra cena, za tak wykonaną grę. Instrukcja napisana, czy też przetłumaczona na język angielski, jest dość poprawnie i nie ma większych problemów ze zrozumieniem reguł. Nie natrafiliśmy również na jakieś większe problemy z zasadami, choć mamy jedną wątpliwość, o której troszkę szerzej wypowiem się w zarysie rozgrywki.

Rozgrywka
Każdy graczy otrzymuje zestaw 13 kart wojowników. Jest to nasza armia. Każdy z nas ma karty o tych samych właściwościach. Do wszystkich z nich mamy dostęp od początku gry.

Pomiędzy uczestnikami rozstawiane są pola bitew – kafelki. W przypadku grania w dwie osoby mamy ich cztery. Jeżeli gramy w większą liczbę graczy, to również mamy ich cztery, niemniej dwa mamy z naszym sąsiadem po lewej i dwa z naszym sąsiadem po prawej. W związku z tym każdy uczestnik gra, tak jakby, na dwa fronty.

Kafelki pól bitew, podobnie jak karty naszych wojowników, mają przeróżne właściwości specjalne. Mogą one wpływać na punktację końcową, na karty nasze lub przeciwnika oraz pozwalają manipulować już wcześniej wyłożonymi wojownikami. Nie będę wnikać w szczegóły tych zasad specjalnych.

W swojej kolejce gracz musi wyłożyć jedną kartę wojownika z ręki i przypisać ją do jednego pola bitwy. Niektórych wojowników kładzie się odsłoniętych, a niektórych zakrytych. Jeżeli wyłożona odkryta karta ma zdolność specjalną, to oczywiście też się ją wprowadza w życie. Musimy też pamiętać o ewentualnych ograniczeniach lub regułach związanych z konkretnym kafelkiem pola bitwy.

Kiedy już uczestnicy wyłożą wszystkie swoje karty, to następuje rozpatrzenie bitew. Każdy kafelek rozpatrywany jest osobno. Odkrywamy wszystkie zakryte karty, wprowadzamy ewentualne zdolności specjalne w odpowiedniej kolejności i podliczamy punkty siły naszych wojowników. Strona, która ma ich więcej zdobywa kafelek. Są one warte 4 lub 6 punktów. Kiedy wszystkie pola bitew zostaną przyznane zwycięzcom, to następuje końcowa punktacja, w której:
- sumujemy wszystkie punkty za kafelki pól bitew;
- otrzymujemy 1 punkt za każde zdobyte pole bitwy, do którego była przypisana karta wieśniaka (najsłabsza karta w grze);
- otrzymujemy 3 punkty za zdobyte pole bitwy, na którym przetrwała nasza karta władcy;
- tracimy 5 punktów, jeśli wyłożyliśmy kartę naszego lorda, jako ostatnią kartę z ręki. Tu mamy pewną wątpliwość, co do tej zasady, gdyż jest ona dość nieprecyzyjnie przetłumaczona. Można ją również zrozumieć, że 5 punktów traci osoba, która po prostu jako ostatnia ze wszystkich wyłożyła kartę lorda. Jednak z racji tego, że lorda wykłada się na stół zakrytego, nie można jednoznacznie stwierdzić, kiedy coś takiego ma miejsce. Niemniej mogłoby to zostać lepiej przetłumaczone, gdyż pisząc ten tekst nadal mam spore wątpliwości, co do tej reguły…
Wygrywa osoba z największą liczbą punktów. Jak zawsze zaznaczam, że jest to pobieżny opis rozgrywki, bez zbędnego wnikania w szczegóły.

Trochę blefu, trochę dedukcji i sporo taktyki
Kenjin to taktyczna układanka, w której musimy przechytrzyć naszego przeciwnika lub przeciwników. Oferuje ona pewne elementy blefu i można powiedzieć, że nasze wykładanie kart to tworzenie pewnego silniczka, który zostanie uruchomiony na koniec gry, w trakcie zdobywania pól bitew. Poniekąd główny mechanizm można porównać do jednoczesnego wybierania akcji, który bardzo przypomina na przykład grę Rzymianie do domu! (click). Może jest to dość dalekie porównanie, gdyż tu wszystko dzieje się „turowo”, ale właśnie ta gra przyszła mi na myśl, kiedy pierwszy raz zagrałem w Kenjin.
Uważam, że lepiej grać w tę grę w trzy, bądź cztery osoby. Zupełnie inaczej podchodzi się do niej, jeśli musimy walczyć na dwa fronty. Na przykład analizujemy karty, które nasi przeciwnicy wystawili na polach bitew z pozostałymi rywalami. Takie skonstruowanie gry powoduje, że wszyscy są cały czas zaangażowani w rozgrywkę i obserwują to, co dzieje się na stole. Rozgrywka dwuosobowa jest przyjemna, ale troszeczkę traci ze swojego uroku. Zwłaszcza, jeśli zawsze będziemy grali z tą samą osobą. Po prostu mogą s wykształcić ię pewne schematy działania, niezależne od kafelków pól bitew.

Losowości w grze w zasadzie nie ma. Losowe jest jedynie wybranie kafelków pól bitewnych, które zostaną użyte w rozgrywce. W dalszym etapie wszystko już zależy od graczy. W związku z tym wymusza to od nas bardzo taktyczne podejście do sprawy. Kenjin oferuje wspomniane wcześniej pewne elementy blefu, dzięki możliwości zagrywania zakrytych kart. W związku z tym nigdy do końca nie jesteśmy pewni, gdzie znajdują się konkretni wojownicy przeciwnika. Możemy się tylko domyślać i dedukować.
Dziwie się, że gra ta nie trafiła na Polski rynek. Nie znalazłem jej w żadnym sklepie internetowym. Może to zmieni się i jakiś wydawca zainteresuje się tą pozycją, po przeczytaniu tego tekstu. Zasady gry są proste, wizualnie jest ona przepiękna, a rozgrywka według mnie jest całkiem przyjemna i angażująca. Istotną sprawą jest również to, że jest ona niezależna językowo. Jeżeli będziecie mieli okazję zagrać w Kenjina, to spróbujcie.

Tomasz 


Pomocnicza ocena zbiorcza według naszej zawiłej skali:
I.
Klimat
3/6
II.
Losowość
6/6
III.
Błędy w grze
4/6
IV.
Złożoność
6/6
V.
Interakcja
6/6
VI.
Wykonanie
6/6
VII.
Cena
?/6
VIII.
Czas rozgrywki w dwie osoby
6/6
IX
Skalowanie na dwie osoby
4/6
Nota końcowa: 5.13/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz