Start

Get your dropdown menu: profilki

sobota, 10 stycznia 2026

Podwójne TOP 5 gier, które zaskoczyły nas w 2025 roku

Z drobnym opóźnieniem, które spowodowane jest przede wszystkim naszymi wojażami, zaczynamy publikować coroczne podsumowania roku. Jak zawsze, zgodnie z tradycją, leci podwójne top 5 gier, które zaskoczyły nas w 2025 roku.









TOP 5 SYLWII 

Miejsce 5. Fasolki 
Autor: Uwe Rosenberg 
Wydawca: Rebel 
Liczba graczy: 3-5 

Fasolki to dość stara gra, bo jej pierwsze wydanie pod nazwą Bohnanza ukazało się prawie 30 lat temu, a my dopiero w tym roku mieliśmy okazję zasiąść do rozgrywki. To, co wpływa na ponadczasowość tej gry to na pewno proste i szybkie do opanowania zasady. Kluczowym elementem jest handel kartami między zawodnikami, wymiana i targowanie się, co sprawia, że gra jest angażująca. Również dużym plusem jest grafika polskiego wydania. Te wizerunki fasolek są niezwykle humorystyczne, a ich różnorodność pomaga odróżniać karty. W Fasolkach jest dużo chaosu i dynamiki, co sprawiło, że bardzo pozytywnie odebrałam tą niewielką gierkę. 

Miejsce 4. Ra 
Autor: Reiner Knizia 
Wydawca: Lucky Duck Games 
Liczba graczy: 2-5 

Ra trafiło na tę listę rzutem na taśmę. Reiner Knizia to człowiek legenda w naszym domu, bo jego gry raczej nie przypadają nam do gustu. Jednak Ra zrobiło na mnie spore wrażenie. Oczywiście klimat w tej grze to zbędne tło, które można zastąpić dowolną tematyką. Gra zaskoczyła mnie swoją prostotą zasad, bo wytłumaczono nam ją w kilka minut. To, co jest jej kwintesencją to licytacja. Każdy z graczy posiada 3 żetony Słońca, o różnej wartości i licytuje nimi, oceniając czy to już ten moment, w którym rzeczywiście potrzebuje tego licytowanego kafelka, czy zamienię swój żeton Słońca na niższą wartość i będzie to dla mnie korzystne na tym etapie gry, czy warto poczekać. Oczywiście dochodzi do tego sprawdzanie, jakie żetony posiadają rywale i czy w ogóle jest sens brania udziału w tej licytacji. Jest to taki element, który wymaga planowania i oceny ryzyka, który bardzo spodobał się mi. Pomimo wielu decyzji w tej licytacji, nie ma downtime'u co jest też sporym plusem, nawet w rozgrywce 5-cio osobowej. Ta prostota zasad w przypadku tej gry Reinera Knizi i kalkulacja swojej siły w żetonach Słońca sprawiła, że gra pozytywnie mnie zaskoczyła. 

Autorzy: Matt Leacock, Paolo Mori 
Wydawca: Rebel 
Liczba graczy: 1-5 

Sięgnęliśmy do tej odmiany Pandemic, gdyż współautorem jest Paolo Mori, specjalista od militarnej mechaniki i taktyki. Z całą pewnością to otrzymałam. Gra bardzo dobrze oddaje tematykę inwazji barbarzyńców na Imperium Rzymskie, między innymi za sprawą grafiki, postaci i nazwy miast, ale także samego przebiegu rozgrywki, wplecionego w podstawową grę Pandemic. Mamy kości bitwy, które są niezbędne przy rozwiązywaniu konfliktów z barbarzyńcami. Możemy bronić swoich miast poprzez rekrutację legionów, ale także rozbudowywać je poprzez budowę fortów, a dzięki temu prowadzić ofensywę. Dodatkowym elementem jest możliwość zawierania przymierza z plemionami barbarzyńców, dzięki czemu możemy ułatwić sobie grę, ale także jest to jeden z warunków zwycięstwa. Gra z całą pewnością pozostanie w naszej kolekcji, jako lepsza alternatywa dla klasycznej gry Pandemic

Miejsce 2. Papierowe Morze 
Autorzy: Bruno Cathala, Théo Rivière 
Wydawca: Dice&Bones 
Liczba graczy: 2-4 

Papierowe Morze to przykład gry kieszonkowej, a zapewniającej interesującą rozgrywkę. W swojej turze gracz dobiera jedną kartę na rękę, decydując czy bierze ją ze stosu kart odrzuconych czy z wierzchu stosu dobierania. Następnie ma szansę zagrania zestawu kart i uruchomienia ich specjalnych zdolności. Tak więc Papierowe Morze to lekka gra, łatwa do zrozumienia, oparta na dobrym zarządzaniu ręką i uruchomieniu w odpowiednim momencie specjalnych zdolności kart. To taki filler na 30 minut do zagrania z każdym. Dużym plusem jest oczywiście poręczne i kieszonkowe wydanie gry, bo weźmiemy ją wszędzie ze sobą. Na uwagę zasługuje również pastelowa kolorystyka kart i ładna oprawa graficzna, oparta na origami, co również przyciąga uwagę. 

Miejsce 1. Ninja Master 
Autor: Reiner Knizia 
Wydawca: Itten 
Liczba graczy: 2-5 

Ninja Master to szybka gra, z elementem zręcznościowym. Jest to mini gierka, która przyniosła mi bardzo dużo dobrej zabawy. Jest to swojego rodzaju filler, gra na rozgrzewkę, przy której bawiłam się bardzo dobrze. Gra wymaga szybkiego reagowania na wyniki kostek i podejmowania szybkich decyzji. Jest to bardzo angażujące i każdy z zawodników wyczekiwał, aż kości zatrzymają się i będą mogli chwycić dwa elementy, które przyniosą im największą liczbę punktów. To skupienie jakie każdy miał na twarzy było czasami aż śmieszne. Pojawiały się krytyczne momenty, w których ciężko było skupić się i nie roześmiać, gdy każdy liczył ile symboli ninja jest na 9 kościach. Wydaje się to oczywiście bardzo proste, dopóki samemu nie zasiądzie się przy stole i stanie się przed tym wyzwaniem. Ninja Master to gra dla każdego, kto lubi szybkie gry imprezowe. 

TOP 5 TOMASZA 

Miejsce 5. Ninja Master 
Autor: Reiner Knizia 
Wydawca: Itten 
Liczba graczy: 2-5 

Prawdopodobnie jest to pierwsza gra Reinera Knizii, która ląduje w jakiejkolwiek naszej pozytywnej topce podsumowującej miniony rok. Jednak trzeba przyznać, że nie spodziewałem się, że taka prosta imprezowa gra, oparta przede wszystkim na refleksie i spostrzegawczości, może sprawić tyle frajdy. Pomimo dość zawiłego z początku systemu punktacji, już po pierwszych kilku rzutach da się wszystko zapamiętać i cieszyć się rozgrywką. Do zabawnych sytuacji dochodzi, jak wszyscy rzucają się na miecz albo podają różne liczby ninja widocznych na ściankach kości. Jest to świetna pozycja, tak zwany filler, w który można zagrać na początek, koniec albo pomiędzy innymi grami dłuższego spotkania planszówkowego. 

Autor: Michael Kiesling 
Wydawca: Rebel 
Liczba graczy: 2-4 

W większości przypadków, przynajmniej z mojego doświadczenia (i nie mówię tu wyłącznie o grach), jest tak, że pierwowzór jest lepszy od kontynuacji. Tak nie jest w przypadku Azul: Witraże Sintry, gdyż ten bardziej przypadł mi do gustu niż oryginał. Ta wersja oferuje bardziej dynamiczną rozgrywkę i uproszczone zasady. Właśnie to chyba najbardziej mnie zaskoczyło, że mniej skomplikowane reguły spowodowały przyjemniejszy odbiór założeń Azula. Oczywiście nie oznacza to, że tytuł ten był dla mnie jakoś wyjątkowo porywający, bo w końcu nie zagościł na dłużej w naszej kolekcji. Muszę jednak zaznaczyć, że cieszę się, że w niego zagrałem, doceniam go i uważam, że jest to pozycja warta uwagi.

Miejsce 3. Papierowe Morze 
Autorzy: Bruno Cathala, Théo Rivière 
Wydawca: Dice&Bones 
Liczba graczy: 2-4 

Jeśli chodzi o ten tytuł miałem z początku dość mieszane uczucia wobec niego. Jednak w końcu przekonałem się do niego i jestem zaskoczony, ile frajdy on sprawia. Jest to ciekawa pozycja, która opiera się przede wszystkim na zarządzaniu ryzykiem. Lubię tego typu gry, choć zazwyczaj ryzykuję za mocno i nie wychodzę na tym zbyt dobrze. Bardzo dobrze gra się w niego we dwoje, bo jesteśmy w stanie w jakiś sposób monitorować co robi nasz rywal. Brak pełnej kontroli, powodowany przez losowość związaną z doborem kart, rekompensuje nutka hazardu, która występuje w tym tytule. Papierowe Morze tworzy w trakcie rozgrywki interesującą otoczkę oraz atmosferę i cieszę się, że znalazła się ona w naszej kolekcji. 

Miejsce 2. The Gang 
Autorzy: John Cooper, Kory Heath 
Wydawca: Galakta 
Liczba graczy: 3-6 

Nie jestem miłośnikiem pokera, choć znam jego zasady. Nigdy w życiu nie grałem w wariant Texas Hold'em. Zaskoczyło mnie to, że The Gang to tak jakby "odwrócona" wersja pokera w tej wersji, gdzie usuwa się element blefowania i w niewerbalny sposób trzeba komunikować siłę swojej ręki. Naszym celem jest ustalenie w ten sposób odpowiedniej kolejności sił kart poszczególnych graczy, po rozdaniu wszystkich kart. Uważam, że jeśli zna się chociaż podstawowe "figury" pokerowe i wie co jest silniejsze od czego, to zagranie w ten tytuł będzie ciekawym doświadczeniem. Ma on ciekawą dynamikę i bez wątpienia z chęcią zasiądę do niego ponownie, jeśli tylko będę miał okazję. 

Miejsce 1. The Slasher 
Autor: K. Takahashi 
Wydawca: Jelly Jelly Games 
Liczba graczy:

Na początku muszę napisać, że miałem okazję zagrać w ten tytuł tylko raz i to w dodatku w niepełną rozgrywkę. Jednak nie mogę przestać myśleć o tym tytule. Przede wszystkim ma on interesujący klimat, gdzie staramy się we dwoje uciec przed seryjnym mordercą - motyw znany przede wszystkim z horrorów klasy B. To już wiecie skąd taki tytuł tej gry. Jednak co jest najbardziej zaskakujące, to fakt, że jest to gra z braniem lew (ang. trick-taking). Jak wielokrotnie wspominałem, mój mózg nie jest wstanie pojąć tego typu tytułów. Oczywiście rozumiem zasady, ale nie jestem w stanie wypracować w nich sensownej strategii. W The Slasher to wyglądało trochę inaczej, bo trzeba sprytnie zagrywać karty tak, żeby nie tylko odpowiednia osoba wygrała daną lewą, ale żeby też były w niej odpowiednie karty. Jest to ważne, bo na koniec rundy dzięki nim możemy znaleźć przedmioty potrzebne do wygrania gry, ale również otrzymać i zablokować obrażenia zadawane przez mordercę. Naprawdę jest to dla mnie fascynująca pozycja, którą chciałbym bardziej szczegółowo przeanalizować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz