Co prawda prawie o miesiąc spóźnione, ale w końcu mamy nasze zestawienie najlepszych gier, które poznaliśmy w zeszłym roku. Chyba jak zawsze znajdują się na nim tytuły nietypowe, raczej z poza tych, które są wyjątkowo popularne na rynku, choć bez wątpienia trochę "mainstreamu" przekradło się do naszych topek.
TOP 10 SYLWII
Ranking najlepszych gier, w które zagraliśmy w ostatnim roku otwiera gra od Saashi&Saashi Shall We Dance. W grze zagrywamy od 1 do 3 kart jednego rodzaju: w jednym kolorze, którego jeszcze nie mamy przed sobą, albo w kolorach kart, które już leżą przed nami, a następnie uzupełniamy karty na ręce. Pobieramy tyle kart, ile zagraliśmy. Co ciekawe, na stole leży 6 stosów kart dobierania, co drugi jest zakryty. Pobierając karty musimy brać ze stosów leżących obok siebie, decydując częściowo w ciemno jakie karty uda nam się zdobyć. Celem gry jest tworzenie par w tych samych kolorach. Najpierw parujemy karty, które mamy przed sobą, a potem sprawdzamy czy możemy przechwycić karty od rywali. Gra oferuje familijną rozgrywkę z taktycznymi decyzjami, jakie karty zagrać, aby nie wystawić zbyt wiele kart rywalom.
Miejsce 9. Papierowe morze
Autor: Bruno Cathala, Théo Rivière
Wydawca: Dice & Bones
Liczba graczy: 2-4
Papierowe morze to prosta i mobilna gra karciana, w której mamy do wyboru dwie akcje: dobieramy dwie karty w ciemno i zachowujemy jedną albo dobieramy wierzchnią kartę ze stosu kart odrzuconych. Zbieramy w ten sposób karty na ręce, które możemy zagrywać, aby aktywować ich specjalne zdolności. Kiedy zgromadzimy przynajmniej 7 punktów możemy zadecydować, że kończymy grę i zliczamy punkty. Specjalne zdolności kart są banalne, jak na przykład rozegranie kolejnej rundy, kradzież karty rywalowi czy dociągnięcie karty na rękę. Jednak ta ich prostota sprawia, że gra jest przyjemna. Dużą zaletą są też ilustracje, przedstawiające wykonane z papieru origami. Uważam, że Papierowe morze to gra, która łączy proste mechanizmy z odrobiną głębi i logiki w kolekcjonowaniu kart.
Miejsce 8. Epoch: The Early Inventors
Autor: Martyn F
Wydawca: Rio Grande Games
Liczba graczy: 1-4
Ażeby gra dołączyła do naszej kolekcji czekaliśmy kilka lat, bo prototyp recenzowaliśmy w 2015 roku. W tym czasie świat gier planszowych bardzo się zmienił. Przyznaję, że gra źle zestarzała się jeśli chodzi o wykonanie i grafikę. Jednak sama rozgrywka jest nadal angażująca. Jest to gra, w której jako przywódca plemienia, eksplorujemy niezbadane kafelki lokalizacji, na których możemy wydobywać konkretne surowce, które zbieramy po to, aby wytwarzać przeróżne przedmioty: od butów po wędkę. Pomagają nam one lepiej łowić, szybciej podróżować czy też wydobywać większą liczbę surowców. Celem jest dotarcie do Świętych Miejsc, aby zdobyć więcej punktów od rywali. Święte Miejsca to także licznik rund. Kiedy w trzecim z nich zostanie złożona ofiara, to gracze mają 3 rundy i wówczas następuje koniec gry. Pomimo upływu czasu czerpałam z niej wiele przyjemności. Oczywiście, po tysiącach rozegranych partii w inne gry, tytuł ten kategoryzuje jako nieskomplikowana gra, ale jest w niej wiele opcji do testowania i kombinowania.
Miejsce 7. Golem
Autorzy: Flaminia Brasini, Virginio Gigli, Simone Luciani
Wydawca: Portal Games
Liczba graczy: 1-4
Golem był na naszej liście gier to przyjrzenia się głównie dlatego, że trio autorów, które stoi za tym tytułem posiada umiejętność tworzenia gier typu "euro", niezwykle skomplikowanych na pierwszy rzut oka, z długotrwałym planowaniem. W przypadku Golema nie jest inaczej. W każdej rundzie możemy wykonać trzy akcje: jedną z rabina i dwie z wybranych przez nas kulek. To kolory kulek determinują, jaki bonus dostaniemy, a to z jakiego toru ją weźmiemy, jaką akcję główną wykonamy. W trakcie rozgrywki poruszamy się swoimi golemami po trzech torach, których kolor powiązany jest nie tylko z akcjami z kart, ale także dodatkowymi strefami na planszy golema. To chyba wystarczająco pokazuje, ile zależności jest w tej grze. Jednak to wszystko działa i zazębia się elegancko, jak na gry tych autorów przystało.
Miejsce 6. Zombicide: Żywi i Nieumarli
Autorzy: Raphaël Guiton, Jean-Baptiste Lullien, Nicolas Raoult
Wydawca: Portal Games
Liczba graczy: 1-6
Zombicide: Żywi i Nieumarli to nie jest gra idealna i pomimo szalonego klimatu zombie, dopiero w ubiegłym roku trafiła do naszej kolekcji. Pojawiła się w jakiejś promocji w 2024 roku na black friday. Za jej kupieniem przemawiał też fakt, że osadzona dodatkowo była w klimacie westernu. Grę postanowiliśmy zaprezentować naszej rodzinie i tak co kilka tygodni trafia na nasz stół kolejny scenariusz. Jest to gra kooperacyjna i każdy scenariusz oferuje nieco inną zagadkę do rozwiązania. A tak naprawę, w każdej z gier chodzi o uniknięcie hordy zombie, nie koniecznie zabicie ich wszystkich, wykonanie specjalnego zadania, zanim to oni nas pokonają. Rozgrywka jest angażująca i wymaga pokombinowania, co i w jakiej kolejności zrobić, z jakich specjalnych umiejętności postaci skorzystać czy też, gdzie się ruszyć i komu przekazać specjalne przedmioty. Gra się szybko i w trakcie jednego wieczoru jesteśmy w stanie kilkakrotnie powrócić do scenariusza, jeśli nie uda nam się zwyciężyć za pierwszym razem.
Miejsce 5. The Great Evening Banquet
Autor: Saashi
Wydawca: Saashi&Saashi
Liczba graczy: 1-4
Jest to druga wydana w ubiegłym roku gra od Saashi'ego, który nie spowalnia w wydawaniu swoich tytułów. Dlaczego ta pozycja jest wyżej niż Shall We Dance? Przede wszystkim oferuje spójniejsze zasady. Na początku każdej rundy losujemy z worka określoną liczbę żetonów gości na każdą karocę. Karoc jest tyle ile zawodników w grze. W ustalonej kolejności każdy zawodnik wybiera jedną z nich, a żetony z niej musi ułożyć w swoich tableau. Po zapełnieniu swojego tableau 24 żetonami gości sprawdzamy ile zdobyliśmy punktów. Żetony układamy tak, aby na koniec gry uzyskać jak największa liczbę punktów, w zależności od rzędu i kolumny, w których ich umieściliśmy. Tutaj liczą się kolory żetonów gości i ich rodzaj. Zasady więc są banalni proste, bo mamy prostą decyzję do podjęcia, którą z dostępnych puli gości wybieramy, a zabawa zaczyna się, jak zaczyna zapełniać nam się tableau gośćmi i chcemy ich tak umieścić, aby wywalczyć sobie zwycięstwo.
Miejsce 4. Formosa Tea
Autor: Chu-Lan Kao
Wydawca: Soso Studio
Liczba graczy: 2-4
Gra od Soso Studio, którą nadal mamy w swojej kolekcji, bo jest unikalna, to Dadaocheng. Dlatego też ze zniecierpliwieniem czekałam na Formosa Tea, gdyż cenie sobie koreańskie czyste projekty gier. Formosa Tea, jak nie trudno rozszyfrować tytuł, jest grą o wytwarzaniu herbaty. W trakcie gry nasi pracownicy wysyłani są do zbierania herbaty, przetwarzamy ją, nawadniamy pola i dostarczamy je na statki wypełniając specjalne misje. Dodatkowo co rundę pojawia się specjalne wydarzenie, które modyfikuje zasady danej rundy albo określa, za co zyskamy dodatkowe punkty na koniec gry. Jednym z najważniejszych elementów gry jest wyselekcjonowanie, gdzie wyślemy naszego pracownika i jakiej jakości herbatę przyniesie. Dobrze podjęta decyzja przyniesie nam wiele punktów, a zła może nas zablokować na kilka rund. Gra skupia się więc na podjęciu najlepszej decyzji i optymalizacji ruchów - czyli jak zarobić, by się nie narobić.
Miejsce 3. The Isofarian Guard
Autorzy: Eric Bittermann, Sean Craten, David Yanchick
Wydawca: Sky Kingdom Games
Liczba graczy: 1-2
The Isofarian Guard to kolos, jeśli chodzi o grę planszową. Grając w nią czuję, że to taka gra planszowa z elementami rpg i przypominająca mi bardzo Baldur's Gate (grę komputerową), z rozwojem postaci, podróżowaniem po różnych krainach, z jakimś spiskiem i tajną organizacją. Cała rozgrywka oparta jest o książkę z kampaniami i aplikację, która pozwala nam odsłuchiwać dialogi naszych postaci i osób, z którymi wchodzimy z interakcję. Tak naprawdę to podróżowanie po świecie, rozwiązywanie zagadek i innych questów, a także pokonywanie na każdym kroku wrogów, o różnych stopniach skomplikowania. To dzięki walkom zdobywamy nowe surowce, które możemy sprzedawać albo wymieniać na części składowe sprzętu. Zdobywamy też w ten sposób doświadczenie i rozwijamy nasze postaci. Każda z nich posiada własne drzewko rozwoju, więc od początku wiemy, w którą stronę pierw chcemy iść. Ciekawie rozwiązana jest sama walka, bo każda z postaci posiada swoją pulę żetonów akcji i to jakie wyciągniemy determinuje, które karty i z jakimi umiejętnościami będziemy mogli wykonać w swojej turze. Ciężko w kilku zdaniach scharakteryzować tą grę, ale ma ona bardzo dobry "storytelling" i to bardzo angażuje w każdej rozgrywce.
Miejsce 2. Moon Colony Bloodbath
Autor: Donald X. Vaccarino
Wydawca: Rio Grande Games
Liczba graczy: 1-5
Moon Colony Bloodbath to szalona gra przypominająca założeniami Galaxy Trucker. Tak naprawdę chodzi o to, żeby jak najmniej przegrać. W grze gromadzimy pieniądze, jedzenie, paczki i powiększamy swoją populację. Zagrywamy karty, które rozbudowują naszą planetę i zdobywamy z nich specjalne akcje. W każdej rundzie dobieramy jedną kartę ze wspólnego stosu, która przedstawia nam, co możemy zrobić. Może to być wykonanie jednej z akcji albo jakieś wydarzenie. Oczywiście nie wszystkie wydarzenia są pozytywne, a w sumie to większość nie jest i prowadzą do zmniejszania naszej populacji. Naszą talię kart dobierania z rundy na rundę powiększamy o nowe karty, jak na przykład karty robotów, które usuwają z naszej kolonii ludzi. Możemy także rozbudowywać swoją kolonię poprzez zagrywania za pieniądze kart z ręki, które w większości zwiększają naszą populację. Dodatkowo jeśli jakieś wydarzenie będzie nam kazało zmniejszyć liczbę kolonistów, a my już ich nie będziemy mieli, to właśnie te karty zagrane przez nas, mogą być "spalane". Wszystko w tej grze więc obraca się wokół rozbudowania kolonii, powiększania populacji po to, aby ją potem stracić, ale stracić jej mniej niż rywal.
Miejsce 1. Kinfire Delve: Vainglory's Grotto
Autor: Kevin Wilson
Wydawca: Incredible Dream Studios
Liczba graczy: 1-2
Kinfire Delve to interesująca kooperacyjna gra karciana od Kevina Wilsona, którego wielbię za Darkness Comes Ratling. W Kinfire Delve każdy z zawodników otrzymuje inną talię kart frakcji, ze specjalnymi zdolnościami. Karty na początku gry mamy wszystkie na ręce i nie dobieramy ich na koniec tury. Jeśli zdecydujemy się uzupełnić swoją rękę, to wiąże się to z konsekwencją dołączenia do naszej talii specjalnej karty zmęczenia. W każdej rundzie stajemy przed 4 wyzwaniami, o różnych stopniach trudności i w różnych kolorach, których musimy pokonać, aby przebrnąć przez wszystkie karty i dotrzeć do ostatecznego przeciwnika. W swojej turze możemy również korzystać ze wsparcia drugiego gracza, który może zagrać jedną kartę wspomagającą nasze działania. Oczywiście głównym mechanizmem jest zarządzanie ręką i szukanie dobrych zależności między zagrywanymi kartami oraz specjalną zdolnością naszej frakcji, ale także pokonywanie w takiej kolejności wrogów, aby jak najmniej negatywnie oddziaływały one na nas.
TOP 10 TOMASZA
Miejsce 10. Epoch: The Early Inventors
Autor: Martyn F
Wydawca: Rio Grande Games
Liczba graczy: 1-4
Nie będę ukrywać, że ten rok był specyficzny, bo poznaliśmy bardzo mało nowych gier. Powód poznacie za moment. Wspominam o tym, ponieważ Epoch: The Early Inventors to nie jest jakaś wyjątkowa gra. Można zażartować, nawiązując do tytułu, że jest ona z poprzedniej epoki. Jednak w jej wypadku na jej pozytywny odbiór wpływa pewien element nostalgii, bo był to jeden z pierwszych prototypów, który mieliśmy okazję ogrywać. Epoch: The Early Inventors to też ciekawy tytuł o optymalizacji swoich ruchów, przy którym trzeba dobrze się skupić i wszystko porządnie obliczyć, aby uzyskać jak najlepszy wynik. Nie ma jakieś rewolucji, ale miło spędza się czas przy stole.
Miejsce 9. Shall We Dance
Autor: Saashi
Wydawca: Saashi&Saashi
Liczba graczy: 2-4
Saashi w zeszłym roku wydał dwie gry, w które miałem sporo okazji aby pograć na targach w Essen. Shall We Dance to kolejna specyficzna gra tego autora. Opowiada ona o tworzeniu tańczących ze sobą par. Standardowo zasady są proste, a im dłużej w ten tytuł gramy, to odkrywamy jego kolejne warstwy, które pozwalają na obranie innej taktyki przy każdym rozdaniu. Wiele osób, z którymi miałem okazję grać stwierdzała, że gra jest po prostu "urocza" i wprowadza specyficzny klimat. Zwłaszcza w momencie, kiedy się wczujemy i zgodnie z tym co jest w instrukcji prosimy innych do tańca zabierając im karty. Drobnym zgrzytem niestety jest pewne niedopowiedzenie w instrukcji, które sprawiało pewne problemy przy końcu rozgrywki. Po dyskusjach z Saashi'm, prawdopodobnie będzie ono sprecyzowane w kolejnym druku gry.
Miejsce 8. Golem
Autorzy: Flaminia Brasini, Virginio Gigli, Simone Luciani
Wydawca: Portal Games
Liczba graczy: 1-4
Golem to naprawdę solidna gra, które wpisuje się idealnie w cykl tak zwanych "włoskich euro", które tworzy konkretna grupa autorów, w różnych kombinacjach ze sobą. Tytuł ten wymaga optymalizacji ruchów, bo w całej grze mamy wyłącznie 12 akcji, które możemy wykonać. Musimy też wybrać ścieżkę, na której chcemy się skupić i starać się jej trzymać. Pod względem mechanizmów, nie jest on innowacyjny, ale to wcale nie znaczy, że mieszanka w nim zastosowana nie daje satysfakcji w trakcie rozgrywki. Nam udało się kupić ten tytuł w promocji i jeśli będziecie okazję w ten sposób się w niego zaopatrzyć, to naprawdę warto.
Autorzy: Asger Aleksandrov Granerud, Daniel Skjold Pedersen
Wydawca: Rebel
Liczba graczy: 1-6
Nie ukrywam, że w Turbo nie było dla mnie priorytetem, jeśli chodzi o zagranie w ten tytuł. Zapewne głównie z tego powodu, że wystarczyło mi granie w Race! Formula 90 i to jest nadal dla mnie najlepszą grą imitującą wyścigi Formuły 1. Jednak w tym roku zagrałem kilka razy w Turbo i muszę oddać, że jest to dobra gra. Zasady ma całkiem intuicyjne i "kierowanie" naszym bolidem jest całkiem przyjemne. Jest też w niej ciekawy element zarządzania ryzykiem, który w całkiem dobry sposób wpisuje się w wyścigi samochodowe. Bez wątpienia Turbo to spore usprawnienie Wielkiej Pętli. Flamme Rouge, na której jest ten tytuł oparty.
Miejsce 6. The Great Evening Banquet
Autor: Saashi
Wydawca: Saashi&Saashi
Liczba graczy: 1-4
To druga gra wydana przez Saashi'ego w tym roku. Uważam, że jest to ciekawszy tytuł niż Shall We Dance, ponieważ daje on więcej opcji kombinowania i jest on przyjemną układanką ze zbieraniem zestawów w odpowiednich wierszach oraz kolumnach. Dla mnie jest to bez wątpienia tytuł lepszy niż Azul, bo właśnie z nim mieliśmy skojarzenia. Jest on bez wątpienia mniej wymagający i bardziej wybacza błędy, co tworzy bardzo przyjemny klimat, jak w niego gramy. Trzeba też jednak przyznać, że troszeczkę przypomina poprzednią grę Saashi'ego - Come Sail Away! Jednak wydaje mi się, że są pomiędzy nimi wystarczające różnice, które uzasadniają posiadanie ich obu w kolekcji gier planszowych.
Miejsce 5. Zombicide: Żywi i Nieumarli
Autorzy: Raphaël Guiton, Jean-Baptiste Lullien, Nicolas Raoult
Wydawca: Portal Games
Liczba graczy: 1-6
Podobnie jak ze wspomnianym wcześniej Turbo, nie za bardzo miałem chęci, żeby grać w gry z serii Zombicide. Przede wszystkim dlatego, że odrzucała mnie zasada trafiania swoich sojuszników, jeśli strzelamy do strefy z nimi i zombie. Jasne, że można to sobie zmienić, ale im dłużej gram w ten tytuł, to sądzę, że jest to ciekawy element, który zmienia podejście do całej rozgrywki i wymaga od nas więcej kombinowania. Ogólnie Zombicide: Żywi i Nieumarli okazało się przyjemnym tytułem, w którym rzucamy kostkami i robimy czasem szalone rzeczy, które powodują epickie sytuacje. Grę kupiliśmy w promocji i naprawdę tego nie żałujemy. Dodatkowo dała ona nam możliwość wypróbowania nowych farbek i sposobów malowania figurek.
Miejsce 4. Pandemic: Upadek Rzymu
Autorzy: Matt Leacock, Paolo Mori
Wydawca: Rebel
Liczba graczy: 1-5
Po zagraniu w kilka odsłon Pandemic wydawało mi się, że miałem już dosyć tej serii. Jednak jakoś przez przypadek, wpadłem na opis Pandemic: Upadek Rzymu i kilka rzeczy mnie w niej urzekło. Przede wszystkim rekrutacja legionów i chodzenie z nimi, żeby likwidować choroby... znaczy barbarzyńców. Dodatkowo rzucamy przy tym kostkami. Było to dla mnie coś, czego brakowało tej serii. Wiem, że wprowadza to kolejny, dość znaczny element losowy, ale moim zdaniem idealnie wpasowuje się w tematykę tej wersji. Póki co uważam, że Pandemic: Upadek Rzymu to najlepsza odsłona serii, w którą okazję grać i póki co jedyna, która znajduje się na naszych półkach z grami.
Miejsce 3. Moon Colony Bloodbath
Autor: Donald X. Vaccarino
Wydawca: Rio Grande Games
Liczba graczy: 1-5
Zaryzykuję stwierdzenie, że ten tytuł to dla mnie najbardziej innowacyjna gra, w jaką miałem okazję zagrać na przestrzeni kilku ostatnich lat. Trzeba oddać, że Donald X. Vaccarino, autor takiego bestsellara jak Dominion, ośmielił się stworzyć dość nietypową grę. Należy też pochwalić Rio Grande Games, że podjęli ryzyko i wydali ten tytuł. Zarówno tematyka, jak i mechanizmy są dość specyficzne. W dzisiejszych czasach rzadko widzi się coś takiego, bo wszyscy idą w sprawdzoną mechanikę i bezpieczną fabułę. W skrócie chodzi o to, że budujemy sobie silniczek z kart i nabijamy punkty (zbieramy kolonistów), żeby potem, od pewnego etapu gry został on stopniowo niszczony, a koloniści ... znikali w nieokreślonych okolicznościach. Naprawdę jest to wyjątkowy tytuł. Co prawda nie dla każdego, ale moim zdaniem chociaż raz warto w niego zagrać.
Miejsce 2. The Isofarian Guard
Autorzy: Eric Bittermann, Sean Craten, David Yanchick
Wydawca: Sky Kingdom Games
Liczba graczy: 1-2
The Isofarian Guard to najważniejszy powód, który sprawia, że poznaliśmy w zeszłym roku o wiele mniej gier niż zazwyczaj. Jest to ogromna gra, która absorbuje zdecydowanie za wiele czasu. Jedna walka z bossem może zająć nawet 1 godzinę. Jednak nie jest to tak, że jest to męczące. Wykorzystanie mechanizmu budowania puli żetonów w worku, żeby wykorzystać je na zestaw umiejętności, który sobie ułożymy na planszy postaci jest bardzo satysfakcjonujący. Przynajmniej na tyle, że póki co nie odczuwamy zmęczenia grindowaniem stworów, które co chwilę nas atakują. Jest to przyjemne, zwłaszcza w późniejszych etapach poszczególnych rozdziałów kampanii, gdzie nasze postaci są już trochę silniejsze. Sama główna fabuła też jest ciekawa i cały czas "walczymy" ze sobą, żeby nie przyspieszyć jej poznawania dalej. Zamiast tego tylko chodzimy i robimy jakieś side questy. Czyli w sumie jak w grach komputerowych... Jest to specyficzny tytuł, w który trzeba zainwestować sporo czasu, ale póki naprawdę nie żałujemy, że go mamy. Mimo faktu, że bardzo odciąga on nas od innych rzeczy związanych z naszymi hobby.
Miejsce 1. Kinfire Delve: Vainglory's Grotto
Autor: Kevin Wilson
Wydawca: Incredible Dream Studios
Liczba graczy: 1-2
Lubię gry od Kevina Wilsona. Wydaje mi się, że nadal moją ulubioną grą będzie jego wersja Sid Meier's Civilization: The Board Game, choć nie mam okazji zbyt często w nią grać. Jego tytuły przeważnie łączą znane mechanizmy w interesujący sposób. Tak właśnie jest z serią Kinfire Delve. Mamy zarządzanie naszą ręką, która w pewnym sensie jest też naszą wytrzymałością. Mamy ciekawe combosy między kartami oraz za każdym razem inny układ "podziemi", przez które się przebijamy. Końcowy boss też występuje w trzech wersjach, więc nie wiadomo czego się spodziewać i do każdego podchodzimy indywidualnie. Do tego mamy rzuty kością i często zastanawiamy się, jak wiele z losowości z rzutów chcemy niwelować oraz jak bardzo bezpiecznie podchodzimy do danego testu. Wszystko to się bardzo dobrze spina w przyjemną i dynamiczną całość. Jest to bez wątpienia najlepsza gra, jaką poznałem w zeszłym roku i zaryzykuję stwierdzenie, że na przestrzeni kilku ostatnich lat.








.jpg)










.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz