Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

niedziela, 11 maja 2014

Pierwszy Kontakt: Arka Zwierzaków i Pretor.

W piątek spotkaliśmy się z innym bydgoskim blogerem, PowerMilkiem. Podczas prawie sześciogodzinnego spotkania zagraliśmy w cztery gry. PowerMilk przyniósł Arkę Zwierzaków od FGH oraz Pretora od Granny Expert. My zaoferowaliśmy Szczęść Boże, najnowszą pozycję od Lacerty oraz Dig Mars od Brain Games, gdyż chcieliśmy przetestować jej działanie na większą ilość graczy. Jakie były rezultaty? Wnioski poniżej. Zapraszam do lektury.



Arka Zwierzaków.

Na pierwszy ogień poszła Arka Zwierzaków. Wykonanie nie jest złe, ale nie powala. Jedynym elementem gry, który jest problematyczny, to zbyt małe znaczniki zwierzaków oraz, co za tym idzie, mało czytelne oznaczenia zwierzaków roślinożernych w postaci listków i mięsożernych w kształcie pałek (upieczonych nóg kurczaka). Jest to bardzo duże utrudnienie, gdyż w grze trzeba szybko decydować, który znacznik zostawić a który odrzucić. 
Rozgrywka przypomina Galaxy Truckera. Na środku stołu wysypujemy zakryte znaczniki zwierząt, aby każdy gracz miał do nich swobodny dostęp. Równocześnie gracze zaczynają brać po jednym z nich i decydują czy zwierze wsadzić na arkę zasłonięte, czy je odrzucić, odsłonięte na środek stołu. Kontynuujemy tą czynność do momentu, aż jeden z graczy dołoży ostatni element do swojej arki i wtedy odwraca klepsydrę. Po jej przesypaniu następuje podliczenie punktów. Rozgrywka trwa przez trzy rundy, aż do finalnej punktacji. Wygrywa ten, kto w trakcie tych rund stworzył najbardziej zbilansowane arki.
Jest to bardzo prosta gra, ale odnieśliśmy wrażenie, że więcej frajdy sprawia dzieciom. Z całą pewnością rozgrywka najmłodszych będzie inna niż dorosłych. Dzieci będą czerpały samą radość z odkrywania żetonów ze zwierzętami i wkładania ich na arkę. Natomiast starsi i bardziej doświadczeni gracze podejdą do tematu bardziej strategicznie i będą starali się zminimalizować straty na swoich arkach i przechytrzyć przeciwników. Naszą rozgrywkę wygrał Tomasz, zdobywając najwięcej punktów.


Dig Mars.
Następnie zagraliśmy w Dig Mars. Dominację na Marsie uzyskał Tomasz. Ilustracje na płytkach są bardzo ładne. Z całą pewnością przykuwają uwagę każdego gracza. Ponadto przekonaliśmy się, że ta gra lepiej działa na trzech, aniżeli dwóch, graczy. Natomiast czy to znaczy gra jest dobra i ekscytująca? Wkrótce pełna recenzja tej gry pojawi się na serwisie Board Times. Zainteresowanych odsyłam do uważnego śledzenia tego portalu.



Stopniowo zmierzając do bardziej skomplikowanych gier, przenieśliśmy się do Imperium Rzymskiego. Tym razem na naszym stole przedpremierowo zagościła gra Pretor. Wcielamy się w rolę inżyniera, starając się umocnić swoją pozycję w oczach Pretora. Razem z innymi graczami rozbudowujemy miasto. Staramy zyskać jak najwięcej punktów uznania i zwyciężyć grę. Każdy z graczy przy pomocy swoich robotników (przedstawionych w postaci kostek) może wznieść budynek albo skorzystać ze specjalnej zdolności budynku. Zbieramy surowce, takie jak: drewno (które nie wiadomo z jakiego powodu jest pomarańczowe), marmur, kamień i uzbrojenie. Surowce potrzebne są do wznoszenia monumentów, a czasem przydadzą się, gdy zabraknie nam pieniędzy. Nasi robotnicy budując budowle zdobywają doświadczenie (zaznaczamy to na kostkach). Gdy osiągną szósty poziom doświadczenia, pod koniec rundy, przechodzą na zasłużoną emeryturę. Gra toczy się do momentu, aż skończą się wszystkie kafelki miasta lub muru. Naszą rozgrywkę wygrał PowerMilk, chociaż nic na to nie wskazywało przez wiele tur. 
 Wykonanie tej gry jest zaskakujące. Kafelki miast mają około ośmiu centymetrów długości i szerokości (kwadraty). Każdy z nas stwierdził, że nie potrzebnie. Symbolika na nich jest czasem tak mała, że czasami jej nie zauważyliśmy. Uznaliśmy, że autorzy gry chcieli pokazać piękne ilustracje na kafelkach i to przyćmiło całość ich wykonania. Druga sprawa to karty pomocy dla graczy, które są też za duże. Są one wielkości pudełka. Dodając do tego duże kafelki miasta, to pomimo dużego stołu, w rozgrywce trzyosobowej, nie było na nim miejsca na pomocy dla graczy. Problematyczny jest też tor punktacji, który stworzony jest na zasadzie węża i często mieliśmy problemy z prawidłowym przyznaniem punktacji. Ostatnią kwestią są kolory kostek graczy i kolory surowców. Jak już wspomniałam, drewno jest pomarańczowe, marmur biały, kamień szary a uzbrojenie czarne. Gracze mogą sobie wybrać kolor fioletowy, biały, czarny, niebieski lub żółty. Zadziwiający jest dobór powtarzających się kolorów, biorąc pod uwagę brak standardowego czerwonego i zielonego. Może to czepianie, ale nasza cała trójka zwróciła na ten fakt uwagę.
Gra bardzo przypadła do gustu Tomaszowi, ale póki co, uważamy, że na dwie osoby słabo będzie się skalować. Jednakże może wkrótce uda nam się zagrać we dwoje i zmienimy zdanie. Z całą pewnością poinformujemy Was o tym.

Szczęść Boże.
Ostatnią godzinę spotkania z PowerMilkiem poświęciliśmy na rozgrywce w Szczęść Boże. Jest to gra typu euro. Dla nas prosta, a dla PowerMilka "w znośnej dawce". Gra skaluje się podobnie na dwóch, czy trzech graczy. Sprzyja temu fakt, iż odpowiednio wzrasta lub maleje ilość miejsc gdzie można wysłać swoich robotników. Rozgrywkę wygrałam ja, ale przeciwnicy deptali mi po piętach. Jeśli zainteresował Was ten krótki opis wyczekujcie wkrótce recenzji na Board Times.


To tyle spostrzeżeń. Dziękuję serdecznie PowerMilkowi za bycie testerem w Dig Mars i Szczęść Boże.

Sylwia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz