Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

środa, 5 sierpnia 2015

Wyniki konkursu 2nd anniversary.




Uwaga! Podajemy wyniki konkursu (co tu owijać w bawełnę):

Zadanie 1. „Moja rozgrywka z...”

Nagroda za pierwsze miejsce: Kakao (G3) jedzie do Adama Kulika za:

"Gdybym mógł zagrać z dowolną osobą na świecie, najchętniej zagrałbym z jednym z twórców pierwszych gier planszowych. Być może byłby to wynalazca znanego z dzieciństwa młynka, go, lub szalenie wciągającego wari. Dlaczego mój wybór padł na osobę, której nie ma na świecie od setek lat, a nawet której nazwisko pozostaje nieznane? Po pierwsze, chętnie poznałbym osobę, która potrafiła wymyślić właśnie taką rozrywkę, tworząc swoje dzieło bez oparcia o już istniejące gry. Fascynujące byłoby zmierzenie się z umysłem na tyle strategicznym, by ułożyć spójne zasady wcale nieprostej rozgrywki. Dodatkowo, mógłbym też przekazać światu tożsamość wynalazcy, dodając swój wkład w badanie dziejów pierwszych gier planszowych. Kolejnym powodem takiego wyboru jest możliwość pokazania takiej osobie jak długą drogę przeszły rywalizacje nad planszą i jak wyglądają współcześni następcy pra-pomysłu. Czy gry z klimatem wpasowałyby się w gust rywala zachęcając do bliższego zapoznania się z tematyką, czy może ograniczylibyśmy się do samej mechaniki i strategii? Ostatnim powodem jest zwykła ciekawość, czy twórca gry z prawdziwego zdarzenia pokonałby mnie w wybrany przeze mnie tytuł. Jeśli nie, z pewnością dałbym okazję do rewanżu, siadając nad grą wybraną przez pokonanego.

Na miejsce rozgrywki wybrałbym zaciszną, odosobnioną polanę lub łąkę w piękny, słoneczny, bezwietrzny dzień. Po co rozpraszać specjalnego gościa widokiem wszystkich szalonych wynalazków współczesności? Wolałbym też uniknąć zbędnej publiczności. Nie ma nic gorszego niż ludzie stojący za plecami, wtrącający swoje uwagi na temat możliwych ruchów i przekonanych, że zagraliby lepiej... Cisza, możliwość wsłuchania się w śpiew ptaków to również większa szansa na skupienie się na samej rozgrywce i wybranej strategii. W razie mojej porażki nie byłoby też nikogo, kto później śmiałby się z mojej nieporadności.

Tytuł, nad którym mielibyśmy usiąść musi przede wszystkim działać rewelacyjnie w rozgrywce na dwie osoby. Niegłupie wydaje się także wybranie gry ciut dłuższej, by specjalne zaproszenie nie skończyło się w ciągu zaledwie kilku minut i pozwoliło rozwinąć skrzydła. Ostatnim kryterium, które wydaje mi się istotne jest niezależność językowa gry. Podejrzewam, że mógłbym mieć problemy z porozumieniem się z moim przeciwnikiem, wobec czego mój wybór pada na grę bez przerw na czytanie treści kart i opisów. Wiele tytułów spełnia wszystkie te wymagania. Próbuję sobie wyobrazić, które zasady byłbym w stanie wytłumaczyć "na migi", czym eliminuję lubianego przeze Caylusa, na korzyść Keyflowera. Nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych tytułów, a do tego nie jest zbyt skomplikowany i świetnie sprawdza się przy każdej liczbie graczy. Podejrzewam, że zaproszony wynalazca w mig pojąłby mechanizm licytacji, a czytelne kolorowe symbole i znaczniki powinny zastąpić większość tłumaczenia zasad. Tak jak twórcy wspomnianego młynka i wielu innych dawnych gier, nie przepadam za losowością i dyskutowaniem nad tym, komu bardziej dopisało szczęście, co bardzo ładnie wpasowuje się w mechanikę pozbawioną rzutów kostką i dociągania kart. Z czystym sumieniem mógłbym powiedzieć, że wygrał lepszy. Po rozgrywce na pewno byłoby o czym opowiadać innym graczom, choć zapewne nikt nie uwierzyłby w ani jedno słowo z takiej historii..."
Nagroda za drugie miejsce: Założyciele Imperium (G3) jedzie do Krecony1 za:
" „Historia o tym, jak nie wziąłem udziału w konkursie”
- For2players ogłosili konkurs - rzuciłem na ostatnim spotkaniu planszówkowym.
- Mhm, graj, twoja kolej.
„Graj, twoja kolej? Tylko tyle?”, myślałem gdy tylko wróciłem do domu. „Nawet nie spytali o szczegóły. A może nie załapali o co chodzi? Jutro podeślę im link.” Uspokojony pościeliłem łóżko i położyłem się.
- Ej, zaraz, zaraz - wykrzyknąłem i aż usiadłem na wyrku. - Udawali niezainteresowanych, żeby mnie zmylić. O, tego się po kumplach nie spodziewałem, ale jeszcze się przekonamy. Jak ja wymyślę rozwiązanie, to im w pięty pójdzie. Moja odpowiedź będzie inteligentna, a jednocześnie dowcipna. I zaskakująca, o tak. Bo jak ja coś wymyślę...
„Bo jak ja coś wymyślę, bo jak ja coś wymyślę” - prawie już bełkotałem. Mózg mi parował, jak przy najcięższym euro. I nic.
- Nic nie wymyślę - krzyknąłem z rozpaczą. I nagle przypomniałem sobie słowa babci, która z przekonaniem twierdziła, że z problemem trzeba się przespać, a rozwiązanie samo się przyśni. „Dobra nasza”, pomyślałem, tym bardziej, że i tak nie miałem innego wyjścia. Pełen nadziei zasnąłem.
- Widzę, żeś się już ocknął. Ledwom cię odratował.
Otworzyłem oczy i - jak przez mgłę – ujrzałem niebo.
- Dziwne, panie, te twoje karty - ten sam głos kontynuował.
Nie będę ukrywał, że nie mam pojęcia co jest grane. Przyciąłem komara na spotkaniu planszówkowym, czy co? Obróciłem głowę i zobaczyłem mocno opalone plecy kogoś klęczącego w piachu, tyłem do mnie. Wróć, zobaczyłem plamę, która wydawała mi się owymi plecami. Pięknie, na dodatek zgubiłem okulary.
- Z chęcią posłucham o twych kartach, zanim ratunek przybędzie.
O czym on bredzi, jakie karty, jaki ratunek? Obróciłem głowę w drugą stronę i zobaczyłem... fale rozbijające się o brzeg. Przez chwilę zbaraniałem, ale tylko przez chwilę. Pacnąłem się dłonią w czoło. To sen! Człowiek i karty. Jest sen, jest rozwiązanie! Za chwilę poznam jego imię, zerknę co to za karcianka i kłopot z głowy. Kochana babcia! Podszedłem bliżej i bez ceregieli spytałem nieznanego mężczyznę, jak się nazywa.
- Obiecałeś, że opowiesz mi o swych kartach – odpowiedział.
- Dobra, dobra, możemy nawet zagrać.
Mężczyzna najwyraźniej ożywił się, o mnie nie wspominając. Wyjąłem karty z jego ręki. Jeden rzut oka wystarczył.
- Ale, ale - zacząłem się jąkać. - Ale to jest „Piętaszek”.
- Dziwacznie - odpowiedział niezrażony. - Nic to jednak. A w czym szkopuł?
- A w tym, że to gra jednoosobowa! - Może niepotrzebnie na niego wrzasnąłem, ale co ja mam teraz zrobić? Padłem na kolana, a karty wypadły mi z ręki. Tak więc, już po wszystkim. Nagle poczułem rękę na ramieniu.
- Robinson.
- Co?
- Pytałeś o me imię. Zwą mnie Robinson Cruzoe.
No i pięknie. To już nie miało mi się co przyśnić? W sumie, czego ja się spodziewałem? Z tym Robinsonem bym może jakoś wybrnął, ale nie w takim połączeniu. No przecież to mogła być „Agricola”. Koleś, który samotnie tyle czasu przeżył, siał zbierał etc, musiałby nieźle wymiatać. Albo chociaż „Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie”. Do bólu banalne, ale może jakoś dałoby się obronić. A tak, co? Mam napisać, że zagrałbym z Robinsonem na bezludnej wyspie w „Piętaszka”? Toż to kuriozum, ech.
- I jak tam konkurs?
- Jaki konkurs?
- No, na for2players - na kolejnych planszówkach przypomniano mi o porażce.
- Graj lepiej, twoja kolej - odpowiedziałem oschle."

Nagroda za trzecie miejsce: Prezencik (G3) jedzie do Karola Szafrańskiego za:
"Moja wymarzona rozgrywka to Dixit z Freudem. Uosobienie jednego, klasycznego, sprośnego skojarzenia i karty do Dixita - ile to by dało radości. Miejsce byłoby nieważne, mogłaby to być równie dobrze zadymiona kawiarnia, jak i dziedziniec klasztoru. Jako że to gra dla większej ilości osób, mogłaby do nas dołączyć Joanna Kołaczkowska - z jej umiejętnościami improwizacji i ostrym języczkiem to byłaby niezapomniana partia :)"

Zadanie 2. „Pokolenia przy planszy.”

Nagroda za pierwsze miejsce: Tytus, Romek i A’Tomek (Egmont) + Drapacze Chmur (Egmont) + Kieszonkowy Bystrzak (Trefl) jedzie do Marcina Końskiego za:

Nagroda za drugie miejsce: Belfort (Lacerta) + Prison Run (Trefl) jedzie do Tymoteusza Rygiera za:

Nagroda za trzecie miejsce: Faras (GRANNA) + Zigzak: Skoki Narciarskie (Trefl) jedzie do Anny Gałaszewskiej za:

Zadanie 3. „for2players - ... tu powinien być podtytuł. Czyli wymyśl catchphrase ;-)”

Nagroda za pierwsze miejsce: Pupile Podziemi (REBEL.pl) + Tak, Mroczny Władco! (Black Monk Games) + 2 komiksy Arcygeniusz Zła (Black Monk Games) + Rzymianie do domu! (Trefl) jedzie do Roberta Kubasińskiego za: "couple of people, board, dice and meeple"

Nagroda za drugie miejsce: Tytus, Romek i A’Tomek (Egmont) + Władca Pierścieni. Wyprawa do Mordoru (Egmont) + Drapacze Chmur (Egmont) jedzie do Danuty Miszczak za: "Sylwia,Tomek i pełen gier domek"

Nagroda za trzecie miejsce: Wilki i Owce (GRANNA) jedzie do Haliny Sadowskiej za: "gramy i oceniamy, sprawdzamy i polecamy"

Zadanie 4. „Przygody meeple’a”

Nagroda za pierwsze miejsce: Kingsport Festival (Black Monk Games) + Władca Pierścieni. Wyprawa do Mordoru (Egmont) + Drapacze Chmur (Egmont) jedzie do wajwa za: https://drive.google.com/file/d/0B8EfJ8_P3gxzNWgwaXNCbWxzb28/view?usp=sharing [mamy nadzieje, że link działa]

Nagroda za drugie miejsce: Tytus, Romek i A’Tomek (Egmont) + Kryptos (Trefl) jedzie do Dominiki Sobel za:
"- Uważaj na siebie, synku… Bądź zdrów!
To były ostatnie słowa, jakie młody dziedzic urokliwego majątku położonego na południu Francji usłyszał od swojej matki, hrabiny de La Meeple-Carcassonne.
Teraz siedział oddalony o kilkaset kilometrów od domu, w przepełnionym statku zmierzającym w kierunku nieznanej przygody i przypomniał sobie beztroskie lata dziecięce spędzone na hulankach i swawoli. Gonitwy z dziećmi okolicznych meeple’i, wrzucenie żaby do teczki srogiej guwernantki, serdeczny śmiech ojca, załamywanie rąk przez matkę: „Ach, od tych jego dowcipów globus mnie niechybnie rozboli”… I dziś ten – mały jeszcze niedawno – urwipołeć, który zamiast uczyć się zasad ortografii wolał czmychnąć na podwórko, dopiął swego – wyrusza w świat szeroki.
To, co było wydało mu się naraz tak odległe, że aż nierzeczywiste. I wszystko to rozpłynęło się w gęstej mgle przeszłości…

DZIENNIK POKŁADOWY (dla lepszego zobrazowania polecam śledzenie mapy trasy)
 


Dzień 1.
Żegnaj Carcassonne! Dziś opuszcza Cię Twój syn, wdzięczny za ranki i wieczory wypełnione radością. „Zew przygody” – tak mawia moja ukochana, zmartwiona losem pierworodnego, matka. Dokąd doprowadzi mnie przeznaczenie? Nie odgadnę, ale wiem, że wewnętrzna busola będzie mnie prowadzić i choćby droga była wyboista i pełna niebezpieczeństw – ja, hrabia de La Meeple-Carcassonne, nie ulęknę się!

Dzień 2.
Niebo sprzyja podróżnikom – dziś w Tuluzie, w której pociąg zakończył trasę, słońce prażyło niemiłosiernie. Jakiś napotkany mieszkaniec wskazał mi gospodę, gdzie pożywiłem się i udałem na spoczynek. Podróż w takim upale jest niezwykle męcząca toteż odkładam kajet i…

Dzień 3.
Francja – kraj mój ojczysty – za mną! Est-ca possibile? Siedzę właśnie na pokładzie statku, który wyruszył z portu na wybrzeżu i obserwuję wszystkich dookoła. Panie dziergające sweterki przypominają mi moją drogą mamę, a panowie przy balustradzie wypatrujący lądu przez lornetkę wyglądają jak mój ojciec podczas rejsu. Wokół nich biegają dzieci, których najwidoczniej sama choroba morska się zlękła! Takie lekkoduchy! Niedawno sam taki byłem, a dziś wyściubiam nos poza własne, znane podwórko.

P.S. Widok Atlantyku zapiera dech w piersi! Ach, gdyby moja matka mogła to zobaczyć…

Kilka dni później…
Mon Dieu! Ledwo zdążyłem ocalić mój notatnik! Co tam notatnik – życie! Co się dziś działo! Ale ochłońmy, po kolei…
Obudziłem się rano w swojej kajucie, słońce uderzało w maleńkie okienko jakby chciało je przebić swym ciepłem. Pomyślałem, że zjem śniadanie w odosobnieniu, ponieważ towarzystwo na statku mnie zmierziło – wszyscy wciąż dopytują mnie o cel podróży, a kiedy zaczynam tłumaczyć, że go nie znam, zaraz zaczynają wymyślać niebezpieczeństwa czyhające w najróżniejszych zakątkach świata.
Ale wracając – poprosiłem obsługę o rogaliki i miętową herbatę, aż tu nagle z oddali słyszę huk niemiłosierny. Ludzie wybiegli z kabin w popłochu, a tu znowu „BUM!”. Czytałem w dzieciństwie sporo książek przygodowych, ale nie spodziewałem się, że doczekam spotkania z piratami karaibskiej floty!
Już zbliżali się do nas, armaty strzelały coraz głośniej, panika ogarnęła cały pokład, kiedy kapitan podjął decyzję o zmianie kierunku. Wszystko działo się tak szybko, że nie zauważyłem, kiedy z mojego pokoju ktoś chyłkiem próbował się wydostać. Z moim notatnikiem pod pachą! Pewnie myślał, że jestem szpiegiem albo innym rzezimieszkiem, bo płynąłem sam, a w dodatku nigdy nie zdradziłem nazwy miejsca, do którego się udaję. W mig się ocknąłem i dałem mu porządnego kuksańca. Daję głowę, że miał bardzo nieprzyjemną przeprawę z kapitanem.
I udało nam się uniknąć starcia z piratami. Może szkoda?

Dwa tygodnie później…
What a wonderful world! – jak mawiają tu, w Ameryce. Po tygodniach na wodzie dotarliśmy na suchy ląd. Czuję się jak Krzysztof Kolumb. Dobiliśmy do stanu Massachusetts, gdzie poznałem miłe małżeństwo farmerów żyjące w Arkham. Podobno w ich domu, który nazywają Posiadłością Szaleństwa, straszy. Nawiedzone domostwo? Postanawiam to sprawdzić! A tymczasem zatelegrafuję do domu.

(Telegram przekazany później przez hrabinę de La Meeple-Carcassonne)
42°21′N 71°03′W STOP Bezpieczny STOP Meeple

Dzień później…
W domu Brown’ów naprawdę straszy! Widziałem w nocy dwa duchy! Oba wzrostu ich synów…

Kilka dni później…
Kolejny dzień w Nowym Jorku. Miasto jest potężne! W przyszłości będzie wielką metropolią.
A ja coraz bardziej tęsknię do Carcassonne, do tej przytulności… Eh bien…

P.S. Spotkałem niejakiego Mr. Jack’a – bardzo zagadkowy jegomość…

Jakiś czas potem…
Stary Kubańczyk, u którego pomieszkiwałem i paliłem najlepsze cygara, pokazał mi dziś Puerto Rico. W pozornie cichej Hawanie niejednokrotnie bywałem świadkiem bijatyk, ale to co zobaczyłem w San Juan to dopiero heca! Potyczka na środku targowiska między dwoma dżentelmenami przerodziła się w bójkę, która objęła chyba pół miasta! Chcieli włączyć mnie w tę wątpliwej krasy rozrywkę, ale odmówiłem. Poza drobnymi siniakami, większych obrażeń nie stwierdzono.

Kilka dni potem…
Bang! Bang! – robili bezwzględni złoczyńcy Apaczom i Komanczom. Pociąg Union Pacific zawiózł mnie właśnie do krainy szeryfów, czyli na Dziki Zachód. Słyszałem, że ostatnio dokonano napadu rabunkowego na ten pociąg, ale tym razem ominęła mnie taka atrakcja. Dojechałem bezpiecznie do Nowego Meksyku, gdzie podziwiałem miasteczko zupełnie inne od tych położonych na wschodzie kraju. Dookoła kłębią się kowboje i panie w śmiesznych czepkach. Mężczyźni prawie całe dnie spędzają w saloonie, gdzie przygrywa im jakiś przygłuchy muzyk.
Niedługo wyruszam w dalszą podróż. Znów czeka mnie ocean. Mam nadzieję, że będzie spokojny…

(Pocztówka wysłana do Carcassonne)
Drodzy rodzice!
Spodziewaliście się pewnie, że po wojażach po Nowym Kontynencie wrócę do domu – ja też tak myślałem. Ale zdarzyło się coś nieoczekiwanego i… pozdrawiam was z góry. Najwyższej góry świata – Mount Everest.
Wasz zaskakujący syn,
Meeple

Jakiś czas potem…
Azja to ciekawy kontynent. Po moich niedawnych przygodach w Radżastanie (Jaipur), gdzie uciekałem ze Świątyni Zagłady z rubinami należącymi do największego maharadży, nie mogę stwierdzić inaczej.
Przygód mi nie brakuje, ale tęsknota budzi się we mnie coraz bardziej, więc przez Istambuł, gdzie mam dostarczyć drogocenne kamienie (misja ściśle tajna!), wracam do domu. Nieodwołalnie!

Kilka tygodni później…
Carcassonne! Już widzę klasztor u podnóża góry. Jak miło wrócić do domu!
Ale kto wie… Może już niedługo „zew przygody” znowu się we mnie odezwie i zechcę zobaczyć siedem cudów świata? Ale może tym razem zacznę od naszych pięknych zamków Burgundii…"

Nagroda za trzecie miejsce: Barcelona czy Werona? (GRANNA) + Władca Pierścieni. Wyprawa do Mordoru (Egmont) jedzie do Justyny Matczuk za:


Zadanie 5. „Ty na NiuConie”.
Jedną podwójną wejściówkę otrzymuje Oskar Stoczyński. Przypominamy, że akredytacja na konwent będzie możliwa do odebrania na miejscu, we Wrocławiu.

Do wszystkich laureatów zostaną wysłane emaile informujące ich o wygranej. Dziękujemy wszystkim uczestnikom za przesłanie swoich zgłoszeń. Mamy nadzieję, że mieliście co najmniej tyle zabawy w wymyślaniu ich, co my w ich sprawdzaniu! Uwierzcie nam, że wybranie tych najlepszych, według nas, nie było wcale takie proste.

Dziękujemy wszystkim sponsorom za przesłanie nagród.

2 komentarze:

  1. Dziękuję za wyróżnienie i gratuluję pozostałym :-) Konkurs miał bardzo wysoki poziom!

    Pozdrawiam,
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo :) Rzeczywiście konkurs miał bardzo wysoki poziom. Naprawdę z ciężkim sercem musieliśmy "odrzucić" wiele rewelacyjnych prac.

      Usuń