Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

wtorek, 24 marca 2015

Arler Erde (Fields of Arle). Recenzja gry od wydawnictwa Feuerland Spiele.


Tytuł: Arler Erde (ang. Fields of Arle)
Rok wydania: 2014
Liczba graczy: 1-2
Czas gry: 60 minut na gracza
Język: niemiecki

Kwiecień zbliża się wielkimi krokami, a my nadal recenzujemy dla Was tytuły, które miały premierę na zeszłorocznych targach w Essen. Dzisiaj przyjrzymy się grze Arler Erde (ang. Fields of Arle), którą wydało wydawnictwo Feuerland Spiele.

Pola Arle.
Gra przenosi nas do wschodniej Fryzji. Jest to kraina historyczna rozciągająca się od Holandii, poprzez Niemcy do Danii, wzdłuż wybrzeża Morza Północnego. Konkretnie tytuł ten lokuje nas w małej wsi – Arle. Tam staniemy się właścicielem gospodarstwa, którym będziemy zarządzać przez cztery i pół roku.
Arler Erde, czyli tłumacząc na język polski – pola Arle, to gra autorstwa Uwe Rosenberga. Jest ona przeznaczona dla jednego lub dwóch graczy. Będziemy się w niej zajmować swoim gospodarstwem. Naszym zadaniem będzie między innymi osuszać bagna, wydobywać torf, hodować zwierzęta, szyć ubrania, rozwijać wieś i oczywiście zapewnić naszej rodzinie pożywienie. Wszystko to, i wiele więcej, jest ładnie wplecione w grę typu euro z mechanizmem worker placement.

Dziewiętnaście i pół krowy.
Pudełko do gry sporo waży. Jest to spowodowane tym, że jest w nim wiele elementów drewnianych, na które składają się zwierzęta (owce, krowy, konie), znaczniki torfu oraz graczy. Poza tym jest w nim sporo tektury w postaci plansz, żetonów budynków, wozów i towarów. Nie mam zastrzeżeń co do wykonania gry, chociaż w naszym egzemplarzu trafiła się uszkodzona krowa oraz jedna plansza jest lekko przesunięta, co widać po złożeniu.

Poza tym naklejki, które naklejamy na pracowników i znaczniki surowców nie chcą za bardzo się ich trzymać. Niemniej wszystko to są szczegóły, a gra robi fenomenalne wrażenie wizualne.
Grę zilustrował Dennis Lohausen, który wykonywał rysunki między innymi w Szklanym Szlaku. Co ciekawe w Arler Erde, podobnie jak we wspomnianym tytule, również możemy znaleźć kilka wyjątkowych kafelków. Na jednym z pól mamy kręgi w zbożu, a na innym widać cień smoka przelatującego nad drogą. To tylko dwa przykłady, a takich kwiatków jest więcej. Mała rzecz, a cieszy.
Arler Erde nie jest w 100% niezależna językowo. Nazwy pól akcji i budynki zawierają napisy. Nie jest ich dużo i osoba nie znająca języka, czy to niemieckiego, czy to angielskiego, swobodnie da radę sobie wszystko przetłumaczyć korzystając ze słownika. Poza tym po kilku rozgrywkach już pamięta się, co poszczególne pola oznaczają.
Przeogromnym plusem jest dla mnie dołączona do gry „książeczka”, z której dowiemy się co nieco o historii regionu, w którym dzieje się akcja gry. Autor również wyjaśnia czemu takie, a nie inne mechanizmy zostały zastosowane w tym tytule. Oby więcej wydawców i autorów zawierało coś takiego w swoich tytułach. Oczywiście nie dotyczy to gier wojennych ;-)

Zarys rozgrywki – zawsze o jedną akcję za mało.
Tytuł ten, to jedna z tych gier, w których nie ma sensu skupiać się na każdym szczególe. Liczba akcji do wyboru jest tak ogromna, że ich opis zająłby mi zbyt dużo czasu i miejsca. Dlatego skupię się na krótkim omówieniu tego co się w grze dzieje. Będę opisywał rozgrywkę dwuosobową, a o jednoosobowej wspomnę w podsumowaniu.
Każdy z graczy otrzymuje dwie plansze – stodołę oraz swoje pola. Na pierwszej z nich będzie trzymał swoje powozy, pługi oraz łodzie do przewożenia torfu. Na drugiej będzie budował budynki, siał zboże lub len, hodował zwierzęta, osuszał znajdujące się bagna i przesuwał wały przeciwpowodziowe, aby mieć dostęp do większej liczby pól.
Pomiędzy graczami powinna znajdować się główna plansza. Na niej znajdują się różne akcje, które możemy wykonać w czasie rozgrywki. Poza tym umieszczamy na niej budynki, które są możliwe do zbudowania na naszych polach. Niektóre z nich są stałe i będą występować w każdej rozgrywce, a inne będą losowe. W większości budynki dają jednorazowe korzyści po ich wybudowaniu. Na głównej planszy każdy z graczy również zaznacza liczbę posiadanych narzędzi, które ma w swoim gospodarstwie. Liczba ta wpływa na jakość wykonywanych przez nas akcji.
Jak nie trudno się już domyśleć, Arler Erde to gra, w której zbieramy surowce, aby przerobić je na coś innego, co zdobędzie nam punkty. Typowa gra euro. Mamy cztery i pół roku (według czasu w grze), aby zdobyć jak największą ich liczbę. Akcja gry jest podzielona na sezony: letni i zimowy. W każdym z nich są inne dostępne akcje. W ciągu jednego sezonu gracz wykona cztery czynności. Niemniej jedna z nich może być z drugiego sezonu. Może to zrobić jeden gracz, na sezon. Konsekwencją jest oddanie pierwszeństwa drugiemu graczowi, w kolejnym sezonie.
W lato możemy obsiewać pola, łowić ryby, wydobywać torf lub glinę, czy też przerabiać wełnę na ubrania na zimę. W zimę natomiast garbujemy skóry, robimy garnki, budujemy powozy, czy też przeprowadzamy ubój. W obu sezonach możemy budować wozy, przebudowywać wały przeciwpowodziowe lub handlować z kupcami, którzy oferują różne surowce lub zwierzęta. Generalnie przez całą rozgrywkę robi się to, co na wsi... we Fryzji, w ubiegłym stuleciu. ;-)
Każdy z graczy może wykonać cztery akcje w trakcie każdego sezonu. Zawsze jest o tę jedną akcję za mało, uwierzcie mi. W związku z tym trzeba, jak w każdej tego typu grze, planować z wyprzedzeniem. Naszym przeciwnikiem nie musimy się zbytnio przejmować, ale o tym przeczytacie w podsumowaniu.
Gdybyśmy mieli jeszcze za mało opcji, to możemy jeszcze wysyłać nasze wozy, aby przerabiały nasze towary lub sprzedawały je w pobliskich miastach. Jest to czynność nie wymagająca zużycia naszej akcji. Podobnie jak używanie naszej łódki od torfu, która pozwala wymieniać ten surowiec na inne podstawowe dobra. Jakby przypadkiem nam czegoś zabrakło.


Na koniec każdego sezonu następuje, tak jakby, przygotowanie do kolejnego z nich. Na koniec lata doimy zwierzęta i robimy sery, więc zyskujemy pożywienie. Przeprowadzamy też żniwa na naszych polach. Musimy też wyżywić naszą rodzinę oraz zużyć torf, aby było jej ciepło. Z kolej na koniec zimy rozmnażają nam się zwierzęta, o ile są w stajniach oraz strzyżemy owce. Oczywiście też musimy wyżywić rodzinę. Na początku tych „podsumowań” wracają również nasze wozy i przywożą nam przerobione towary.
Gra kończy się po pięciu letnich i czterech zimowych sezonach. Czyli, tak jak wcześniej wspomniałem, trwa cztery i pół roku. Na koniec zdobywamy punkty za wybudowane budynki, liczbę narzędzi, pojazdy w stodole, pozostałe surowce i towary, czy też odwiedzone z naszymi towarami miasta. Musimy też sprawdzić, czy gdzieś nie straciliśmy punktów, bo może się tak stać, jeśli nie przesuniemy odpowiednio daleko wałów przeciwpowodziowych, nie osuszymy bagien lub nie wyżywimy dziwnym trafem rodziny. Wygrywa oczywiście osoba z największą liczbą punktów. Jak zwykle przypominam, że jest to bardzo zwięzły opis rozgrywki, który nie oddaje w pełni jej głębi.

Co ja mam w zasadzie robić?
Arler Erde, gdy już w miarę zapoznamy się z zasadami, jest grą prostą. Niemniej na samym początku i przez kilka pierwszych rozgrywek będziemy przytłoczeni liczbą możliwych do wykonania akcji. Bardzo często będziemy mieli paraliż decyzyjny. Co sezon musimy wybrać odpowiednie cztery z piętnastu możliwych akcji. Jakby nie patrzeć, wymaga to chociaż minimalnego planowania. Już nawet nie wspominam o możliwości wysłaniu wozów z towarami lub wymiany torfu na podstawowe surowce dzięki naszej łódce. Wszystko to sprawia, że gra jest bardzo otwarta. W zasadzie co rozgrywkę możemy skupiać się na czymś innym. Niemniej „skupienie się” nie jest dobrym sformułowaniem, gdyż gra poniekąd wymusza na nas wykonywanie kilku tych samych akcji co rozgrywkę. Jednak możemy „iść” w obranym przez nas kierunku. 

Klimat Fryzji.
Gry Uwe Rosenberga mają to do siebie, że mechanizmy zazwyczaj współdziałają z tematyką. Uważam, że Arler Erde jest najbardziej klimatyczną grą jego autorstwa, w która miałem dotąd okazję zagrać. Wszystko co w niej się robi ma sens i przedstawia swojego rodzaju ciąg produkcyjny. Poza tym w końcu, gdy nie mamy jedzenia, możemy je zastąpić innym surowcem (ziarno, zwierzęta). Tutaj owieczka nie może spokojnie mieszkać na polu, jak w Agricoli. Dodajmy do tego fakt, że dołączona do gry „książeczka” również wyjaśnia czemu takie, a nie inne mechanizmy zostały zastosowane w grze. Sam autor również wspomina, że konsultował działanie budynków ze swoim ojcem, który dorastał w tamtych okolicach. W końcu pan Rosenberg senior urodził się i wziął ślub w Arle. Wszystko to sprawia, że klimat w grze jest wyczuwalny, przynajmniej w kilku pierwszych rozgrywkach, gdy nie za bardzo skupiamy się na zdobywaniu punktów.

New highscore!
Skoro o punktach wspomniałem, to są one poniekąd uzależniające w Arler Erde. Rozumiem przez to fakt, że chce się zagrać ponownie i pobić swój najlepszy wynik. Miło też widzieć progresję naszych wyników. Nasze pierwsze trzy rozgrywki zakończyły się wynikami 93-90,5, 102-98, 112-108. Widać postęp gołym okiem. Na pewno pomaga w tym otwartość tej gry. Raz możemy skupić się na budowaniu budynków, a następnym razem na obróbce konkretnego surowca. Zawsze będzie to przyjemne i zawsze będziemy mieli o jedną akcję za mało w każdym sezonie. ;-) Dodajmy do tego kilka różnych budynków co rozgrywkę i regrywalność gry jest po prostu fenomenalna. Zwłaszcza, że wcale nie jest ona tak długa i rzeczywiście zajmuje 60 minut na gracza, jeśli już znamy zasady. Chyba, że ktoś będzie kalkulował każdy punkt, to wtedy na pewno czas gry bardzo się wydłuży.

Jeden czy dwóch graczy?
Rozgrywka jednoosobowa różni się tylko niemożliwością wykonania akcji „zimowej” w lato oraz „letniej” w zimę. Poza tym nie innych zmian w zasadach, więc gra się w tę grę samemu równie przyjemnie. Odniosłem jednak wrażenie, że brak tej opcji poniekąd utrudnia grę jednoosobową. Naprawdę czasem chciałoby się coś zrobić z drugiego sezonu, a nie można. Dość komplikuje to rozgrywkę. Wydaje mi się, że nawet bardziej niż drugi gracz. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale interakcja w Arler Erde jest sprowadzona do podbierania limitowanych komponentów (budynki, wozy, stodoły...) oraz blokowania akcji. Niemniej to drugie jest zredukowane do minimum dzięki polu z możliwością zduplikowania zajętej już akcji. Racja tracimy przez to jedzenie, ale jest to lepsze niż niewykonanie zaplanowanej przez nas czynności. Możliwość zrobienia ewentualnej akcji z drugiego sezonu też niweluje blokowanie, bo niektóre akcje są podobne w obu porach roku. W związku z tym, jeżeli ktoś szuka typowej gry z mechanizmem worker placement, gdzie będzie mógł blokować poczynania przeciwnika, to się zawiedzie.

Moja opinia.
Wszystko co wyżej napisałem sprawia, że według mnie Arler Erde jest rewelacyjną grą. Najbardziej podoba w niej mi się, wspomniana wielokrotnie, otwartość – możliwość skupienia się co rozgrywkę na zupełnie czymś innym. Powoduje to, że coś mnie ciągnie do tego tytułu, a przecież nie jestem fanem gier pana Rosenberga. Chociaż z drugiej strony to jest już trzecia gra jego autorstwa w naszej kolekcji.
W swoich rozgrywkach w Arler Erde skupiałem się na budynkach, na ziarnie, czy też na tekstyliach. Wszystko to z mniejszymi lub większymi sukcesami. Jednak możliwość sprawdzenia efektu moich planów sprawia, że chce się do tej gry powracać. Zarówno samemu, jak i dwie osoby. Naprawdę polecam ją każdemu i niech Was nie odstraszy od niej język niemiecki, czy też angielski!

Tomasz

Pomocnicza ocena zbiorcza według naszej zawiłej skali:
I.
Klimat
5/6
II.
Losowość
6/6
III.
Błędy w grze
6/6
IV.
Złożoność
4/6
V.
Interakcja
2/6
VI.
Wykonanie
6/6
VII.
Cena
4/6
VIII.
Czas rozgrywki w dwie osoby
6/6
IX.
Ocena gry
6/6

Nota końcowa: 5.22/6

Grę udostępniło wydawnictwo: 
http://www.feuerland-spiele.de/

Bardzo serdecznie dziękujemy!

...and something for our international readers.
Pros:
+ for me the best thing about this game is that it is very open: you can focus on something else during each game...
+ ... so it is replayable...
+ ... and thematic...
+ ... and has a historical booklet (only the German version)...
+ ... and good quality of components :-)
+ it is also not so hard to learn how to play it

Cons:
- might be overwhelming at the beginning
- people expecting large amount of negative interaction between players may be disappointed

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz