Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

poniedziałek, 5 października 2015

Trambahn. Recenzja gry od Mayfair Games.

Tytuł: Tranbahn
Wydawca: Mayfair Games
Rok wydania: 2015
Liczba graczy: 2
Czas gry: 30 minut
Język: angielski 


Trambahn, czyli tramwaj, to gra z serii For Two Players wydana przez Mayfair Games. Oczekiwania mieliśmy wysokie i nie mogliśmy doczekać się własnego egzemplarza. Również autor Helmut Ohley zapowiadał się nam interesująco. Mamy na półce jego inną grę – 18XX Poseidon, która nie należy do lekkich tytułów. Większej publice może być znany z Russian Railroads czy Railroad Barons. Czy Trambahn to kolejna dobra gra tego autora, czy też próba stworzenia krótszej gry nie wyszła mu na dobre? Przekonajcie się czytając moją recenzję.
O czym gra?

Przenosimy się w grze na koniec dziewiętnastego wieku do Monachium, bawarskiego miasta w Niemczech. Każdy gracz prowadzi firmę przewozową. W tym okresie tramwaje konne powoli zastępowane są parowymi, a potem elektrycznymi. Zadaniem zawodników jest zbudować jak najwięcej linii tramwajowych i przetransportować pasażerów, zarabiając jak najwięcej pieniędzy.

Co w pudle?
Pudło wypełnione jest kartami. Osiem z nich to konduktorzy, którzy służą jako jokery. Jest też 112 kart stacji, po 28 w 4 kolorach: niebieskim, czerwonym, żółtym i zielonym. W każdym kolorze znajdują się dwie sztuki 1 i 10 oraz po trzy sztuki o wartościach od 2 do 9. Karty od 1 do 6 są warte jeden punkt, 7-9 dwa a 10 trzy punkty zwycięstwa. Karty stacji używane są w tej grze do trzech celów:
  • leżące rewersem służą jako waluta o wartości 1000 marek;
  • leżące awersem na stole w kolumnie pod kartą tramwaju symbolizują przystanki linii;
  • leżące awersem na stole w wierszach obok kart pętli używane są jako pasażerowie.
Ponadto w pudle znajdują się 4 karty pętli w kolorze czerwonym, zielonym, żółtym i niebieskim. To właśnie obok nich będziemy musieli układać pasażerów. Poza tym mamy do dyspozycji 16 kart tramwajów: pięć konnych o wartości x2, cztery parowe o wartości x3 oraz siedem elektrycznych o wartości x4. Otrzymujemy też specjalny notatnik do zapisywania wyników oraz dwie karty ze skrótem tury.
Karty są przeciętnie sztywne, ale wytrzymałe i nie wycierają się. Uwagę zwracają obrazki na kartach przystanków i tramwajów. Ukazują one ulice Monachium, zabytkowe tramwaje, samochody i historyczne zakątki miasta. Przypominają mi trochę stare widokówki, które były wydawane w ważnych momentach życia Bydgoszczy.

Jak w to się gra?
Gra kończy się po dziesiątym podstawowym podliczeniu punktów. Jeżeli w czasie gry gracz dołoży ósmą kartę do kolumny, otrzymuje on bonus w postaci dodatkowej, „prywatnej” punktacji. Nie jest ona liczona do ustanowienia końca rozgrywki. 
 
Przygotowanie do gry wygląda tak:
  • pierwszy gracz otrzymuje 12 000 marek, czyli 12 kart stacji, odłożonych rewersem; nie może ich przeglądać;
  • drugi gracz dostaje 15 000 marek, czyli 15 kart stacji;
  • ponadto każdy zawodnik dostaje 6 kart stacji na rękę, które może dowolnie przeglądać;
  • na środku stołu wykładamy pod sobą cztery karty pętli; w czasie gry obok nich będą wykładane karty pasażerów;
  • na stole układamy stos kart tramwajów: od najdroższych (o wartości x4, za 15 000 marek) na dole do najtańszych (o wartości x2 za 5 000 marek) na górze; następnie odkrywamy pierwsze trzy z nich, które będą dostępne do zakupu w turze gracza.
Teraz jesteśmy gotowi, aby zacząć grę. Tury gracze wykonują naprzemiennie. W podanej kolejności każdy z nich:
1. MUSI dołożyć jedną albo dwie karty jako pasażerów. Mogą to być dwie karty różnego koloru. Kartę lub karty należy dołożyć do pasującego kolorem wiersza. Jeżeli zdecydujemy się na zagranie karty konduktora to wybieramy, w którym wierszu chcemy do wyłożyć. Ponadto jeśli dołożymy czwartą kartę do wiersza, to natychmiast następuje podliczenie punktów za każdą kolumnę tego koloru z tramwajem, która znajduje się przed oboma graczami. Wynik zapisujemy w notatniku mnożąc liczbę zebranych punktów razy wartość tramwaju (x2, x3 albo x4). Następnie karty pasażerów są odrzucane i w kolejnych ruchach będzie można dokładać kolejne karty do wiersza w tym kolorze.
2. MOŻE umieścić przystanki, wykładając przed siebie kolumnę składającą się z dowolnej liczby kart z ręki zachowując kolorystykę. Oczywiście w jednej turze można dołożyć więcej niż jedną kolumnę. Należy tylko zachować jedną zasadę: zawsze trzeba wykładać karty od najniższej do najwyższej, czyli jeśli mamy z poprzednich tur wyłożoną czerwoną 3,5 i 7, to teraz nie możemy dołożyć karty niższej niż 7 do tej kolumny. Zawsze możemy zdecydować się na dołożenie kart konduktora. Nie przynosi on jednak nam żadnych punktów, lecz jest używany przy dodatkowym podliczaniu.
3. MOŻE odłożyć dowolną liczbę kart z ręki na stos swoich pieniędzy, aby użyć ich do zakupu kart tramwajów.
4. MOŻE kupić jedną lub więcej kart tramwajów (tylko z tych 3 wyłożonych). Płaci wtedy za nie swoimi markami i zużyte karty odkłada na stos kart odrzuconych. Następnie przypisuje tej karcie jedną swoją kolumnę.
5. Jeżeli w tej turze nie zakupi się karty tramwaju do wyłożonej wcześniej kolumny kart przystanków, to trzeba je odrzucić na stos swoich pieniędzy. Nie zdarzyło nam się to ani razu i sądzę, że jest to bardzo rzadka sytuacja do której może doprowadzić gracz, który nie przemyśli swoich działań w turze. Następnie zawodnik uzupełnia swoją rękę do 6 kart. Gdy talia wyczerpie się, każdy MUSI odrzucić połowę swojej zebranej gotówki i następnie tasujemy wszystkie karty.

Czy to kolejna dobra gra dla dwojga?
Piękne rysunki nie sprawiły, żeby gra okazała się dla nas dobra. Jest ona losowa. Po przeczytaniu rozgrywki byłam zaintrygowana. Mamy cztery talie, są one ponumerowane od 1 do 10, tych kart jest mniej, tych więcej, będzie co liczyć! Super! Ponadto wykorzystywanie jednej talii kart w różny sposób, czyli jako pasażerów, gotówka i przystanki również mi się spodobało. Przypominała mi to między innymi gra Fleet, w której była podobna mechanika. Fascynacja po pierwszej rozgrywce nie minęła. Grało się przyjemnie. Z tury na turę zostawiałam sobie na ręce jedną-dwie karty stacji o wysokich nominałach, gromadziłam coraz więcej gotówki, budowałam lepsze tramwaje. Miałam ich więcej niż Tomasz, szybko zdobyłam przewagę i wygrałam. W drugiej turze coś poszło nie tak i pomimo liczenia kart nie mogłam okiełznać tego co się działo na stole. Moje linie składały się z 3-4 kart przystanków, musiałam szybko pozbywać się kart z ręki, aby mieć za co budować tramwaje a konieczność zagrywania na początku tury kart do wierszy pasażerów bardzo pogarszała sprawę. Niejednokrotnie musiałam dodać kartę, która pomagała Tomaszowi. Ja pomimo chęci zgromadzenia kart do linii, za które mój rywal otrzymywał dużo punktów, żadnej nie zdobywałam przez kilka tur z rzędu. 
 
Mamy w domu zasadę, że po każdej rozgrywce dzielimy się ze sobą przemyśleniami na temat rozegranego pojedynku: co się robiło, czemu zagrało się tak a nie inaczej, jaką objęło się strategię (bez szczegółów oczywiście :-) ). Okazało się, że moja frustracja nie była jednostronna. Tomasz miał takiego pecha jak ja w swojej pierwszej rozgrywce. Daliśmy więc tej grze kolejne szansę. Niestety nasze wnioski są jednoznaczne. Po pierwsze, w grze jest za dużo kart, aby w jakiś sposób wpłynąć na ich losowość dobierania. Jest to spowodowane między innymi tym, że jesteśmy zmuszeni w każdej turze zagrać kartę jako pasażera, czyli wyrzucamy punkty w błoto. Po drugie poświęcamy nasze mniej cenne karty na pieniądze, bo w żaden inny sposób ich nie zdobędziemy. Ponadto nie wiemy, jakie mamy karty, które na początku gry otrzymujemy jako pieniądze. Następnie nie jest też napisane, czy gdy karty z ręki zagramy jako gotówka, to czy odkładamy je na spód czy na górę tego stosu. Jeżeli na górę, to wychodzi na to, że najpierw odrzucamy karty które znamy, a dopiero na końcu te, których nie znamy. Jest to dziwne. Wpływa to tylko na zwiększenie losowości w tej grze. Z tego też względu rozgrywka jest bardzo chaotyczna i nie ma co analizować oraz liczyć kart. Oczywiście zachowamy na ręce sobie 10 wartą 3 punkty przez jedną-dwie tury, ale dłużej nie warto. Biorąc to wszystko pod uwagę to rozgrywka w Trambahn wygląda tak, że trzeba to co się ma jak najszybciej odłożyć jako przystanki, szybko zapunktować ten kolor i tam zdobywać przewagę. Nie ma miejsce na sentymenty i zatrzymywanie kart na ręce w większej liczbie. Potem grę toczymy tak, że wykładamy nawet po dwie karty jako pasażerów w swojej turze w kolorze (o ile takową oczywiście otrzymamy), który przyniesie nam najwięcej a przeciwnikowi najmniej punktów. Nie wiem czy taki był zamysł autora. Jednak taki rozwój zdarzeń nam nie odpowiada. Pomimo tego, że wiemy jak grać, to rozgrywka jest nie satysfakcjonująca dla naszej dwójki. Jest to najgorsza gra z serii For Two Players od Mayfair Games, w którą zagraliśmy. Nie spisujemy jednak na stratę tych serii.
Wypowiem się jeszcze na temat sposobu napisania instrukcji. Oryginałem jest język niemiecki. Na angielski dla Mayfair Games instrukcję przetłumaczył Grzegorz Kobiela tak jak do Patchworka. Po raz drugi tłumaczenie jest bardzo chaotyczne i niedopracowane. Brakuje na przykład całej linijki tekstu w przygotowaniu gry. Bardzo mi się to nie podoba, co zrobił Grzegorz Kobiela oraz osoba odpowiedzialna za edycję instrukcji. O ile jest nią inny człowiek.
Jednak jeśli będziecie mieli okazję zagrać w Trambahn to spróbujcie. Może akurat Wam spodoba się prosta, chaotyczna i bardzo losowa rozgrywka, która w zasadzie nie wymaga większego wysiłku umysłowego.

Sylwia
Pomocnicza ocena zbiorcza według naszej zawiłej skali:
I.
Klimat
2/6
II.
Losowość
3/6
III.
Błędy w grze
4/6
IV.
Złożoność
6/6
V.
Interakcja
4/6
VI.
Wykonanie
6/6
VII.
Cena
6/6
VIII.
Czas rozgrywki
6/6
IX.
Ocena gry
3/6
Końcowa nota:  4.44/6

Grę udostępniło wydawnictwo:
http://www.mayfairgames.com/
Bardzo serdecznie dziękujemy!
... and something for our international readers:
Pros:
+ simple rules
+ cards with historical images
+ replayability
Cons:
- randomness thus not demanding gameplay

- imprecise rulebook

4 komentarze:

  1. Czyli potwierdzacie to, co o tej grze powiedział Game Boy Geek. Losowość wszystko potrafi zepsuć. Chyba jednak porównanie tej gry do Zaginionych Miast jest na wyrost

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobrze wiedzieć, że jeszcze inni recenzenci mają podobne zdanie. Gra się w ten tytuł przyjemnie, ale jeśli chciałoby się trochę więcej pokombinować, to takich aspektów tu nie znajdziemy.

      Usuń