Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

piątek, 23 października 2015

Targi gier planszowych w Essen - Spiel '15. Relacja - sobota, niedziela

Sylwia przepięknie opisała Wam nasze poczynania w Essen od środy do piątku (click). Teraz ja przedstawię nasze działania w dniu trzecim (sobota) oraz czwartym (niedziela). Chociaż muszę przyznać, że pierwsze dni było o wiele intensywniejsze.




Dzień 3 – sobota
Nogi mnie już tak bolały, że mógłbym bardzo dobrze udawać zombie. Niemniej zagryzłem zęby, bo przecież w sobotę mieliśmy mieć spotkanie z przedstawicielem Z-Man Games. Na targi dotarliśmy trochę po otwarciu bramek. Z całą pewnością w sobotę panował największy tłum, który narastał z każdą godziną. Dopiero około 17:00 zaczęło się przerzedzać na halach.
Pierwsze kroki skierowaliśmy do wspomnianych Z-Man Games. Po spotkaniu z przedstawicielką tej firmy (w zasadzie firmą jest F2Z Entertainment, której częścią są Z-Mani...), nadarzyła się okazja na zagranie w jedną z ich gier – Traders of Osaka. Jest to prosta gra ekonomiczna, która wydaje się dobrze skalować na dwie osoby. Niestety nie za dobrze zrozumieliśmy zasady punktacji, ale posiadamy już własną kopię, więc wszystkiego dowiecie się z recenzji tego tytułu. 
 
Tłum stawał się coraz większy, a przez to było jeszcze mniej okazji, aby gdzieś siąść i w coś zagrać. W związku z tym postanowiliśmy po prostu przechadzać się po halach i wyszukiwać jakieś okazji. Tego dnia na targach pojawiło się więcej cosplay'owców (mam nadzieję, że dobrze odmieniłem to słowo). Chociaż przyznam, że spodziewałem się ich zobaczyć więcej.


Oczywiście nie obyło się bez wpadnięcia na Pawła Szewca z Badger's Nest, z którym praktycznie codziennie wymienialiśmy spostrzeżenia na temat targów.

W pewnym momencie trafiliśmy w rejony, gdzie wiele autorów prezentowało i zachęcało do testowania swoich prototypów. Kto wie, może ktoś z nich zostanie przyszłym Uwe Rosenbergiem?

Widzieliśmy również wiele osób grających w gry wymagające wielu graczy. Na przykład było przygotowane specjalne stanowisko do Mafia de Cuba, a zaraz obok do Werewolfa.

Po drodze mijaliśmy wiele gigantycznych wersji gier. Można było zobaczyć (i zagrać) w dużych Megawojowników, Baronię, Flick'em up lub Takenoko.




Zatrzymaliśmy się przy stanowisku FryxGames, gdzie muszę przyznać zawiódł mnie mój angielski i miałem spore problemy ze składaniem zdań. To chyba była jedyna sytuacja w przeciągu całych targów. Tam poznaliśmy część rodziny Fryxeliusów, którzy prowadzą swoje wydawnictwo i projektują gry. Jonathan zaprezentował mi jego karcianą grę - Brawling Barons. Po krótkiej prezentacji wydała się ona na tyle ciekawa, że postanowiliśmy zakupić jej jedną kopię.

Dłuższą chwilę spędziliśmy przy stanowisku Lautapelit.fi. Tam dowiedzieliśmy się wielu ciekawych informacji na temat najnowszego dodatku do gry Eclipse. Ma on wprowadzić nowe rasy, to chyba nie jest zaskoczeniem. Jedna z nich będzie miała możliwość podróży w czasie, które w gruncie rzeczy okazują się budowaniem statków na kredyt. Z kolei inna rasa będzie traktowała wszystkie surowce jako jeden. W ciągu gry będzie można również znaleźć portal do innego wymiaru. Obok głównej planszy pojawi się osobny sektor, z którego będą wylatywać Starożytni i niszczyć wszystko, łącznie z planetami, po drodze. Dodatek zapowiada się dość ciekawie i powinien spodobać się miłośnikom tej gry. 


Będąc na tym stoisku, naszą uwagę zwróciło opakowanie dodatku do gry Nations, które mi skojarzyło się z bombonierką... Niestety nie uwieczniliśmy go na zdjęciu. Jednak rozumiem zamysł twórców, gdyż w ten sposób będzie ładnie wyglądało na półce obok podstawowej gry.
Przechadzając się zauważyliśmy, że jest wolny stolik z grą Castellion. Sylwii bardzo spodobał się Onirim, więc postanowiliśmy spróbować swoich sił z kolejną pozycją w tym uniwersum. Castellion okazał się bardzo ciekawą łamigłówką, w którą można grać zarówno samemu, jak i kooperacyjnie. Wydawała się ona na tyle ciekawa, że postanowiliśmy, że weźmiemy jedną kopię do domu.
Po moich “problemach” z językiem angielskim, postanowiliśmy, że dla odmiany odwiedzimy jednego z polskich wydawców. Przed targami naszą uwagę zwróciła gra Stinky Business od G3. Akurat dobrze się złożyło, że był wolny stolik z tą pozycją. Tytuł ten zaprezentował nam Michał, który również był uradowany faktem, że może coś potłumaczyć w ojczystym języku. Gra okazała się prostą grą ekonomiczną, gdzie budujemy swoisty engine do zarabiania pieniędzy. Tytuł ten nie zachwycił nas i nie odrzucił. Wydał się po prostu w porządku.


Dzień jak zwykle zakończyliśmy przy stanowisko PPL. Tym razem został nam zaprezentowany prototyp gry Starlight od Badger's Nest. Ma to być gra kooperacyjna, osadzona w kosmosie. Będziemy wykonywać różne misje, w zależności od scenariusza, na opuszczonym z pozoru statku. Bardzo ciekawym mechanizmem wydają się karty zdarzeń, które będą dawać graczowi, który je napotka możliwość wyboru jednej z trzech decyzji. Było to coś fascynującego i mamy nadzieję, że zostanie bardzo dobrze rozwinięte i wprowadzone do tej gry.

Do hotelu przetransportowaliśmy jeszcze część naszych łupów. Musimy przyznać, że ich łączna liczba nadal do nas nie docierała...

Wspomnę jeszcze, że tego dnia został pobity rekord świata w jednoczesne granie w grę Catan. W imprezie zatytułowanej Big Game Catan wzięło udział 1040 graczy. Niestety nie udało nam się dopchać do hali, w której miało miejsce to wydarzenie, aby zrobić kilka zdjęć. W związku z tym poniżej oficjalna fotka.


Dzień 4 – Niedziela
Na ostatni dzień targów mieliśmy tylko zaplanowane spotkanie z firmą HABA oraz Philem Eklundem z Sierra Madre Games. Przed nimi postanowiliśmy odwiedzić stoisko Fragor Games, gdyż ich gry owiane są pewną sławą w światku planszówkowiczów. Czemu? Ze względu na wykonanie. (foty). Poprosiliśmy jednego z braci Lamont (autorzy gry), aby pokrótce przedstawił nam zasady gry. Na początku gra nie przedstawiała się zachęcająco – pick up and deliver. Niemniej potem doszedł aspekt czasu i bardzo ciekawy mechanizm z nim związany. Zmienił on na tyle nasze postrzeganie gry, że postanowiliśmy zakupić egzemplarz. Tani to on niestety nie był, ale stwierdziliśmy, że musimy mieć taką perłę, bo perełką to to nie jest biorąc pod uwagę rozmiar pudełka, w kolekcji.

Spotkanie z Marcosem, przedstawicielem firmy HABA, przebiegło w przemiłej atmosferze. Wymieniliśmy się wieloma informacjami. Był on bardzo zainteresowany festiwalami gier planszowych w Polsce. Oczywiście podałem mu kilka niezbędnych danych z tym związanym, więc jeśli gdzieś kiedyś zobaczycie stoisko HABY w Polsce na jakimś konwencie, to mam nadzieję, że przyczyniłem się ku temu ;-)

Następnie, podobnie jak w sobotę, przechadzaliśmy się bez większego celu. Przy stanowisku Matagot nadarzyła się okazja do zagrania w grę Raptor. Jest to asymetryczna gra dwuosobowa, w której jeden z graczy kieruje dinozaurem i jego młodymi, a drugi grupą łowców. 


Głównym mechanizmem gry jest jednoczesne zagrywanie kart. Karty te ponumerowane są od 2-9, a oprócz tego mają specjalną zdolność. Po ich odkryciu gracz, który zagrał mniejszą wartość wykonuje akcję specjalną, a ten kto wyższą, ma liczbę akcji równą różnicy pomiędzy wartościami. Celem dinozaura jest wyprowadzenie trojga młodych z planszy. Natomiast naukowcy muszą „uśpić” matkę lub złapać trzy młode. Gra jest prosta, łatwa i przyjemna. Rozegraliśmy dwie gry i obie wygrali naukowcy. Następnie już nie mieliśmy ochoty na więcej. Raptor nie zachwycił nas na tyle, aby dodać go do naszej kolekcji.
Postanowiliśmy ponownie odwiedzić Apokalypse Inc. Tam odbyliśmy długą rozmowę z Manlio Zanitonnim – autorem gry The Producer. Był on po prostu zachwycony przyjęciem jego gry i tym, że wielu dystrybutorów jest zainteresowanych jego tytułem. Powiedział, że nie spodziewał się, że sprzeda wszystkie swoje egzemplarze. O ile dobrze go zrozumieliśmy, to ma on przygotowane wiele rozszerzeń do tego tytułu. Przy okazji dostaliśmy materiały promocyjne w postaci banero-dywanów. W zasadzie nie mam pojęcia, jak to nazwać. Poza tym rozegraliśmy również jedną partię w Ophiuchus, kolejną grę Apocalypse Inc.

Siedząc sobie przy stoliku w jednej kawiarni, Sylwia zadała mi pytanie: „Czy to Stefan Feld?” Ja nie mam pamięci do twarzy, ale osoba Pana Felda jest dość charakterystyczna. Odpowiedziałem więc: „może”. Sylwia uparcie twierdziła, że to on i postanowiła pobawić się w paparazzi, ażeby nie podejść i przekonać się, że jednak to nie on.
 
Idąc dalej mijaliśmy kolejne gigantyczne wersje gier, jak Potwory w Tokio i Mega Civilization

 
Kolejną grą, w którą graliśmy było 10' to kill od La boite de jeu. Miejsce do zagrania w nią znaleźliśmy przy stoisku PPL, gdzie rozegraliśmy partię na stole R&P Dice. Gra ta okazała się bardzo prostą i dynamiczną grą dedukcyjną. Każdy z nas gra jedną z dostępnych postaci i musi „zlikwidować” trzy inne. Oczywiście nikt nie wie kto jest kim oraz kto jest celem. Trzeba to wydedukować, a na koniec gry dostaje się punkty za dobrą „likwidację”. Jest to proste, przyjemne i rzeczywiście trwa 10 minut.

Postanowiliśmy odwiedzić stanowisko spielmaterial.de. W wielkim skrócie jest to sklep z akcesoriami do gier, a konkretnie z drewnianymi elementami. Możemy sobie w nim zakupić części, które nam się zgubiły, potrzebne do naszego prototypu lub po prostu ulepszyć jakąś grę. Jakiś czas zastanawialiśmy się nad zakupem jakiś akcesoriów, ale nie mogliśmy znaleźć żadnej gry, która potrzebowałaby upgrade'u. Przez przypadek znaleźliśmy stojaki na karty i kupiliśmy tylko to. Po co nam stojaki na karty? Przydadzą się w grach z tajnymi misjami – nie będziemy musieli cały czas podnosić ich ze stołu i zerkać ;-)

W końcu nadszedł czas spotkania z Philem Eklundem. Przyznam, że jestem fanem tego autora oraz jego fascynujących gier. Okazało się, że założyciel Sierra Madre Games to bardzo zakręcony człowiek. Pomimo tego rozmowa z nim przebiegała bardzo rzeczowo, czego w zasadzie spodziewałem się. Pokrótce wyjaśnił nam różnice pomiędzy grami Neanderthal oraz Greenland. Okazuje się, że ta pierwsza ma być swoistym prequelem drugiej.


 W Neanderthal zostało uproszczone polowanie. Poza tym to zupełnie inna gra. W jej trakcie musimy zdobywać takie podstawowe umiejętności jak posiadanie starszyzny lub Alfy. W Greenland mamy to zapewnione. Poza tym nasi ludzie muszą dojrzeć zanim zasiądą w starszyźnie lub wydamy ich jako córki za mąż. Co ciekawe wszystko to zależy od rozwoju naszego umysłu. Naprawdę gra wyglądała bardzo fascynująco. Niestety była już niedziela i wszystkie kopie tego tytułu zostały wyprzedane. Niemniej postanowiliśmy sobie zakupić edycję kolekcjonerską Pax Porfiriana, której recenzję zobaczycie w przyszłości na naszej stronie. Z tego całego wrażenia oraz pewnie dlatego, że była to niedziela i niedługo mieliśmy wracać, zapomniałem spytać się Phila, jak idą prace nad jego kolejnymi tytułami i dodatkiem do Greenland. Jeżeli w przyszłości odwiedzimy Essen, to z całą pewnością na stanowisko Sierra Madre Games zajrzymy w pierwszych dniach targów.
Na naszej liście gier, którymi byliśmy zainteresowani zostały pozycje od Eagle-Gryphon Games. Przy ich stoisku zakupiliśmy sobie wszystkie ich gry związane ze sztuką: The Gallerist, Cubist oraz Musee. Generalnie w niedziele wydaliśmy chyba najwięcej pieniędzy na gry...
Po tych szybkich zakupach, Sylwia stwierdziła, że zaniesie je do samochodu. Ja natomiast przechadzałem się w pobliżu stanowiska Z-Man Games i obserwowałem finał Pandemic Survival. Cały event wygrali Hiszpanie, a ramach nagrody głównej mogą spędzić tydzień w dowolnym mieście z planszy do gry Pandemia. Rewelacja.
Na koniec postanowiliśmy ponownie odwiedzić Paolo ze Scribabs i spytać się, czy figurki do jego gry jednak dotarły. Po drodze zauważyłem, że przy stoisku Rightgames LLC siedzi Yan Egorov – autor gry Swords and Bagpipes, której prototyp mieliśmy przyjemność recenzować. Zatrzymaliśmy się na moment i zamieniliśmy kilka słów z tym przemiłym człowiekiem. 


Przy stanowisku Scribabs, Paolo oświadczył, że dotarły do niego figurki. Zapytał nas, czy możemy podać mu namiary na polskich dystrybutorów i wydawców, co z chęcią zrobiliśmy.
W przelocie pożegnaliśmy się Markiem Mydlem i Pawłem Szewcem z Badger's Nest, a następnie rozpoczęliśmy powrót do domu. Dopiero po rozpakowaniu wszystkiego następnego dnia, dotarło do mnie, że w sumie mogliśmy przesadzić z liczbą gier przywiezionych z Essen. :-)


Tym samym rozwiązałem zagadkę, z naszego facebookowego fanpage'a. Ha! To wcale nie była Sylwia!

Tomasz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz