Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

piątek, 29 kwietnia 2016

Silent Victory: U.S. Submarines in the Pacific, 1941-1945. Recenzja gry

Tytuł: Silent Victory: U.S. Submarines in the Pacific, 1941-1945
Wydawca: Cosnim Press (dystrybutorem gry jest GMT Games)
Rok wydania: 2016
Liczba graczy: 1, ewentualnie 2
Czas gry: zależy od nas
Język: angielski

Jakiś czas temu w bardzo szczegółowy sposób przybliżałem Wam The Hunters: German U-Boats at War, 1939-1943. W tym roku ukazała się kolejna gra oparta na tych samych mechanizmach, zaprojektowana również przez Gregory'ego M. Smitha – Silent Victory: U.S. Submarines in the Pacific, 1941-1945. Jak tytuł wskazuje, przenosi nas ona na Pacyfik, gdzie przejmiemy dowództwo nad amerykańską łodzią podwodną. W tekście tym pokrótce przypomnę zasady rozgrywki, postaram się porównać obie te gry i oczywiście wyrażę swoją opinię na temat Silent Victory.


Zarys gry
Mechanizmy występujące w Silent Victory niewiele różnią się od tych zaprojektowanych w The Hunters. O tych szczegółach wypowiem się później, a teraz chcę zaprezentować, wszystkim tym, którzy nie znają tych gier, króciutki zarys rozgrywki.
Celem gry jest zatopienie odpowiedniego tonażu statków. Gra informuje o odpowiednich „progach punktowych”. Następnie wybieramy sobie typ łodzi podwodnej, nadajemy jej nazwę oraz imię dla naszego dowódcy. Datę rozpoczęcia gry sami wybieramy i jest ona oczywiście determinowana w granicach służby danego typu statku. Następnie przechodzimy do wykonywania patroli.

Wszystko co dzieje się w Silent Victory jest oparte na rzutach kością, ich modyfikatorach i porównywaniu wyniku w tabelkach, a następnie odnotowywaniu tego na macie łodzi i/lub na kartce z naszym przebiegiem służby. Każdy patrol rozpoczynamy od rzutu, który określa, gdzie zostaniemy wysłani (Filipiny, Morze Chińskie, atol Midway itp.). Każdy z tych patroli składa się z kilku etapów, przez które będziemy musieli przepłynąć. Możemy również otrzymać misję specjalną, jak stawianie min, ewakuację lotnika, rekonesans ze zrobieniem zdjęć oraz dostarczanie szpiegów. Każdy z etapów danego patrolu ma osobną tabelkę i rzut kośćmi określa, co tam się dzieje. Może nas zaatakować samolot, natrafimy na pojedyncze lub eskortowane statki, a nawet na okręty wojenne. Wówczas przechodzimy do walki.

Dzięki serii rzutów i sprawdzeń w tabelkach, wiemy jakie statki w zasadzie atakujemy. Wszystkie cele notowane są na naszej karcie z przebiegiem patrolu. Pierwszą naszą decyzją jest to, czy w ogóle decydujemy się na atak, a jeśli tak, to czy na powierzchni (jeśli jest noc lub cel nie ma eskorty), czy pod wodą. Następnie przypasowujemy torpedy do poszczególnych celów, sprawdzamy trafienia i ewentualne niewypały, a na koniec zadajemy obrażenia. 

Wszystko to oczywiście za pomocą kostek i odpowiednich modyfikatorów, zależnych od sytuacji. Wszelkie zatopienia zapisujemy na naszej karcie. Jeżeli atakowane statki miały eskortę, to próbuje nas ona wykryć i możemy otrzymać uszkodzenia od bomb głębinowych. Jeżeli w końcu nie uda się jej nas namierzyć, to w zależności od sytuacji, możemy próbować ścigać niezatopione statki lub zakończyć całe spotkanie, jeśli wszystkie zniszczyliśmy. Następnie przechodzimy do kolejnego etapu patrolu i powtarzamy wszystkie czynności.

Jeżeli uda się nam powrócić do portu, to następuje naprawa łodzi, zależna od otrzymanych obrażeń. Nasza załoga może zyskać doświadczenie, które da nam modyfikatory w przyszłych misjach. My, jako kapitan możemy otrzymać specjalne odznaczenia za zasługi, awans, nową łódź lub ulepszenie starej. Po naprawach i ewentualnej rekonwalescencji załogantów, przechodzimy do następnego patrolu.
Jest to pobieżny opis samego patrolu. Tych, którzy chcą bardziej „szczegółową” wersję, odsyłam do mojej relacji z patrolu w The Hunters (click). O drobnych różnicach w zasadach wypowiem się poniżej. Sama gra kończy się wraz z naszą śmiercią, zwolnieniem ze służby po kilku nieudanych patrolach lub po zakończeniu wojny. 
 

Porównanie komponentów, oprawy graficznej i layoutu
Silent Victory doczekało się drobnego ulepszenia designu mat okrętów podwodnych. Po pierwsze są one wykonane z grubszego papieru, mają przyjemniejsze, bardziej kolorowe tło i wyznaczone miejsca na więcej żetonów.

Zmieniony również został kształt żetonów okrętów (celów) - w Silent Victory są one prostokątne i dzięki temu łatwiej je odróżniać od wszystkich pozostałych. 

Drobnym ulepszeniem, ale bardzo pomocnym, jest oznaczenie na naszej karcie patrolowej, zmian w zasadach, które wynikają z aktualnej daty w grze. 

Ciekawym i dodającym, według mnie, klimatu rozgrywce jest dołączenie map, na których możemy poruszać się naszym żetonem łodzi podwodnej w czasie patrolu. Dzięki temu mamy ładną wizualizację, gdzie w danym momencie misji jesteśmy. Oczywiście nie musimy ich stosować, gdyż decyzja o tym zależy od nas. 

Pozostałe elementy, jak i sposób napisania i doprecyzowania instrukcji, jest podobny, jak w The Hunters.

Porównanie zasad
Co nowego, co wynika z historii?
Większość zmian w zasadach wynika przede wszystkich z innych realiów, które panowały na Pacyfiku i towarzyszyły tam podwodniakom. Przede wszystkim w Silent Victory mamy możliwość atakowania eskorty konwoju lub statku. Nie jest to co prawda bardzo opłacalne, ale amerykańcy podwodniacy mogli sobie na to pozwolić, więc również i gra dopuszcza coś takiego.
Generalnie w Silent Victory napotkamy na więcej statków wojennych. Może nawet dojść do walki między dwoma łodziami podwodnymi, co może zakończyć się natychmiastowym zatopieniem naszego okrętu. Podobnie może się zdarzyć, gdy trafimy na pole minowe. Na płytkim Morzu Chińskim również nie możemy przeprowadzać awaryjnego zanurzenia. W misjach specjalnych, oprócz standardowego stawiania min i dostarczanie szpiegów, mamy misje z rekonesansem, ratowaniem lotników i odbieraniem wspomnianych agentów.
Zmiany dotyczą też samego wyposażenia łodzi, które oczywiście różniło się tego stosowanego na u-bootach. Na przykład torpedy amerykańskie są bardzo zawodne na początku wojny. Z czasem mamy również do dyspozycji SD i SJ Radar, który ułatwia nam walkę z samolotami oraz pościg, za uszkodzonymi statkami. To tylko kilka przykładów, które wynikają z różnic technologicznych.
Bardziej rozbudowane zostaje to, co dzieje się pomiędzy patrolami. Oprócz awansu, medali dla kapitana i rozwoju załogi, sam okręt może uzyskać odznaczenia. Wszystko to może dać nam jakieś modyfikatory w czasie lub po patrolu.

Co nowego, a co mogłoby też być w The Hunters?
Silent Victory pozwala nam grać historycznymi postaciami. Wcielamy się wówczas w jednego z ośmiu dostępnych amerykańskich podwodniaków i próbujemy odwzorować ich misje, poprzez pływanie po tych samych wodach lub tworzymy nowe, czyli po prostu losujemy, gdzie płyniemy. To, że gramy jednym z nich daje nam specjalną zdolność, wynikającą oczywiście z prawdziwych osiągnięć danego kapitana. Może to być na przykład pozytywny modyfikator momencie, kiedy celujemy w lotniskowiec. Ten pomysł mógłby zostać rozwinięty moim zdaniem. Ciekawym mechanizmem byłoby wprowadzenie jakiegoś drzewka rozwoju/osiągnięć dla naszego wymyślonego kapitana. Dzięki temu po osiągnięciu jakiegoś progu, na przykład zatopieniu 3 okrętów wojennych, zyskalibyśmy jakąś pasywną zdolność dla nas samych. O, takie coś, co urozmaiciło by jeszcze grę.
Gra również wprowadza rozróżnienie statków towarowych. Nie atakujemy wyłącznie frachtowców i tankowców. Możemy zatapiać uzbrojone w działa pokładowe statki zaopatrzeniowe, okręty pasażerskie, stawiacze min itd. Jest to ciekawe rozwinięcie, ale wymaga przez to więcej rzutów przy identyfikacji statków, na początku kontaktu z nimi – w grze jest po prostu więcej tabelek z celami.
Minimalną rzeczą zmienioną jeszcze w Silent Victory jest to, że rozdzielone zostały uszkodzenia na lewe i prawe przednie drzwi torpedowe. W związku z tym może zdarzyć się, że z połowy z nich nie będziemy mogli strzelać, gdyż mogą być zepsute w trakcie misji.

Jest to kilka zmian (oczywiście nie wszystkie), które chciałem Wam zarysować, a które wyróżniają Silent Victory od The Hunters.

Silent Victory, czy The Hunters?
Pomimo, iż obie gry troszeczkę różnią się od siebie, to i tak opierają się na naszym szczęściu w rzutach kośćmi. Te wszystkie modyfikatory, które możemy otrzymać dzięki naszym działaniom i tak na niewiele się zdadzą, jeśli będziemy mieli pecha w rzucie. W związku z tym, która gra jest lepsza?
Odpowiedź na to pytanie zależy w zasadzie od nas samych. Obie gry tworzą w naszej głowie historie, to jest ich zadaniem i to od nas zależy czy lepiej czujemy się, jako kapitan Kriegsmarine, czy kapitan US Navy. Ja zawsze byłem bardziej zainteresowany teatrem zmagań morskich na Pacyfiku, więc dla mnie lepsza jest gra Silent Victory. Poniekąd wynika to również z faktu, że za młodu sporo czasu spędzałem grając w komputerowe Silent Service i pierwszą część Silent Hunter. Naprawdę różnice pomiędzy Silent Victory i The Hunters, pod względem mechanicznym, są minimalne. Zmienia się tylko wspomniany teatr działań. Każdy miłośnik historii sam powinien zadecydować, który z nich jest mu „bliższy”.

Tomasz 

Na zdjęciach widać żetony w plastikowych kubeczkach - pojemniczki te nie są częścią gry.

Tytuł udostępnił dystrybutor gry:
http://www.gmtgames.com/

Bardzo serdecznie dziękujemy!
... and something for our international readers:
Pros:
+ the game creates a story
+ this story is different every time
+ theme comes through
+ simple rules
+ you can “pause” the game between patrols
+ educational values

Cons:
- if you are searching for strategical and tactical decisions, you will not find them in this game

VS The Hunters:
- changes in rules forced by a different setting of the game (you can attack escorts, fight with other submarines etc)
- improvements in layout, graphic design and ship tokens
- basically the games are quite similar because the core mechanism (dice rolling) did not change

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz