Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

piątek, 20 listopada 2015

War Stories: Liberty Road. Recenzja gry od wydawnictwa Artana

Tytuł: War Stories: Liberty Road
Wydawca: Artana (dawn. Conquistador Games)
Rok wydania: 2014
Liczba graczy: 2
Czas rozgrywki: +/- 120 minut (zależne od scenariusza)
Język: angielski

W naszej kolekcji nie znajdziecie wielu typowych gier wojennych. Głównym tego powodem jest fakt, że Sylwia nie przepada za tego typu grami. Przede wszystkim dlatego, iż nie jest takim miłośnikiem historii, jak ja. Poza tym większość z tych gier, to pozycje taktyczne, które również nie są w gustach mojej żony.
Ja z kolei również nie mam jakieś wielkiej potrzeby obcowania z grami wojennymi. Głównym tego powodem jest to, iż wiele lat spędziłem przy stołach z figurkami Warhammera i Warhammera 40000. Zgadza się, że nie są to typowe, „hexowe” gry wojenne. Jednak istnieje w nich wiele wspólnych, czy też elementarnych zasad.
Czasem budzi się jednak we mnie dawne zamiłowanie do tego typu gier i nachodzi mnie chęć pogrania w coś wojennego. Szukam wówczas tytułów, w które mógłbym pograć samemu. Właśnie w czasie takich poszukiwań trafiłem na gry z serii War Stories wydawane przez Conquistador Games (teraz Artana). W opisach dotyczących tych gier znalazłem informacje, że mają to być szybkie gry z prostymi zasadami, które powinni zrozumieć gracze, którzy są „okazjonalnymi wargamerami”*. Co więcej mają one też być dla jednego gracza do dwóch graczy. Myślę sobie: być może namówię Sylwię do pogrania, a jeśli jej nie będzie się to podobało, to zawsze mogę pograć sam. W tekście tym przedstawię zamysł gry i moją opinię na temat Liberty Road – jednego z dwóch tytułów z serii War Stories.

* autor tekstu uważa się za taką osobę i z tej perspektywy będzie oceniał tę grę.


Bloczki
Liberty Road to gra bloczkowa. W związku z tym w pudełku znajdziemy, jakżeby inaczej, drewniane bloczki. Występują one w dwóch rozmiarach: większe reprezentują pojazdy, a mniejsze piechotę. Na nie naklejamy naklejki, które zawierają nazwy i statystyki jednostek.
Poza tym w pudełku jest cała masa grubej tektury. Mapa główna jest podzielona na pięć plansz. Na nich umieszczane są tereny: wzgórza, zabudowania, lasy itp. Scenariusze w grze informują nas, jak ułożyć płytki w danej grze. Każdy z graczy ma również zasłonkę, na której znajdzie opis wszystkich symboli i jednostek występujących w grze. W pudełku jest jeszcze worek, do którego wrzucane są żetony walki. Naprawdę jestem pod sporym wrażeniem jeśli chodzi o wykonanie całości.
Jeżeli zaś chodzi o instrukcję, to o tym wypowiem się poniżej.

Co wyjątkowego, według mnie, oferuje Liberty Road?
Wcześniej już wspomniałem, że nie jestem ekspertem w dziedzinie hexowych gier wojennych. Niemniej postanowiłem, zamiast typowego opisu rozgrywki, przedstawić Wam to, co wydaje mi się charakterystyczne w Liberty Road. W ten sposób uniknę dokładnego opisu ruchu, pola widzenia i innych podstawowych rzeczy, które występują we wszystkich grach wojennych.

Pozytywy:
W Liberty Road przenosimy się w czasy II Wojny Światowej, a konkretnie na front zachodni, po lądowaniu Aliantów w Normandii. Każdy z graczy wciela się w jedną ze stron konfliktu i zalecane jest, aby nie zmieniał strony przez wszystkie 12 scenariusze gry. Każdy hex na planszy symbolizuje około 100 metrów. Jednostki aktywowane są poprzez żetony rozkazów (impulsy). Każdy z nich informuje nas o tym, ile i które jednostki możemy aktywować oraz ile jednostek możemy przegrupować. Natomiast stan naszych oddziałów, jak to bywa w grach bloczkowych, zależy od ustawienia bloczka.

Co wyróżnia Liberty Road to przede wszystkim bardzo rozbudowana mgła wojny (fog of war). Żaden z graczy nie wie jaki cel i jednostki ma jego przeciwnik w danym scenariuszu. Taki efekt osiągnięto dzięki stworzeniu dla każdej ze stron konfliktu osobnej książeczki z opisem misji. Znajdziemy w niej informacje jakimi siłami dysponujemy, co jest naszym celem, za który otrzymamy punkty zwycięstwa oraz jak wygląda pole bitwy. Strona broniąca w scenariuszu również rozkłada znaczniki fog of war (niespodzianki dla atakującego) oraz tworzy talię kart wydarzeń. W związku z tym wszystkim, pierwsze rozegranie scenariusza będzie zawierało wiele niewiadomych dla obu stron.
Wydarzenia to kolejna rzecz, która zwróciła moją uwagę w mechanizmach Liberty Road. Ich liczbę zna tylko strona broniąca. W trakcie jednej tury rozgrywki zawsze będzie rozpatrzone jedno wydarzenie. Może się to stać w trakcie walki, testu morale lub ewentualnie na koniec tury. Wydarzenia te wprowadzają niespodziewane zwroty akcji na polu bitwy lub sprowadzają siły rezerwowe na planszę. Samo zakończenie gry również jest wtasowane na spód talii, więc nawet strona broniąca do końca nie wie, kiedy skończy się scenariusz.

W grze tej nie ma również kostek i tabelek. Wszelkie losowe efekty w trakcie walki sprowadzają się do wyciągnięcia żetonu z woreczka. Żeton ten ma trojaką funkcję. Po pierwsze w trakcie testów morale informuje nas, czy dana jednostka go zdała. Po drugie w trakcie walki używany jest do określenia trafień i ich ewentualnych efektów po modyfikatorach. W ten sposób nie musimy konsultować się z milionem tabelek, jak innych grach wojennych. Po trzecie może spowodować pociągnięcie karty wydarzenia.

Negatywy:
Co ciekawe w Liberty Road nie występuje Zone of Control (ZoC). W związku z tym wszystkie jednostki na polu bitwy mogą przejeżdżać obok siebie, jak gdyby nigdy nic. Czasami doprowadza to do kuriozalnych sytuacji, w których jednostki przeciwnika po prostu „przelecą” obok naszych.

Według mnie w grze są dwie rzeczy, które niepotrzebnie komplikują zasady gry. Pierwsza z nich to pole widzenia (line of sight – LoS). Wszystko jest w miarę jasne, do momentu, kiedy jednostki nie znajdą się na wzniesieniach, lasach lub jakiś innych terenach. Wówczas naprawdę ciężko jest połapać się, kto kogo i kiedy widzi. Z tym zagadnieniem związana jest druga zasada, a mianowicie opportunity fire. Zasada ta pozwala na przerwanie ruchu przeciwnika w jego turze i oddanie przez nas strzału. Niby nic nadzwyczajnego, ale po pierwsze bardzo wydłuża grę, bo jednostki trzeba przesuwać hex po hexie i co chwilę pytać się przeciwnika czy strzela. Po drugie wprowadza to chaos zasadowy w momencie wyciągnięcia żetonu aktywującego kartę wydarzeń. Rozumiem, że obie te zasady zostały wprowadzone przez autora, aby jak najlepiej odwzorować realizm pola bitwy. Niestety w mojej opinii wprowadzają one za wiele chaosu do rozgrywki. Jeżeli dodamy do tego losowe występowanie wydarzeń, które mogą spowodować przerwanie naszej tury i aktywacje wrogich oddziałów, to naprawdę sytuacja na planszy staje na głowie. Może jestem po prostu przyzwyczajony do tego, że jeśli jest moja tura, to jednostki przeciwnika nie powinny być aktywowane. O, takie przyzwyczajenie. :-)

Największym jednak minusem gry jest instrukcja. Bardzo często zawiera ona, nazwijmy to, skróty myślowe, które niekoniecznie wyjaśniają daną zasadę. Grę dopiero zacząłem rozumieć, gdy zapoznałem się z tym skrótem (click) oraz na forum BGG podano mi linka do uaktualnionych zasad (click).

Proste czy nie?
Zdecydowanie nie jest to łatwa do opanowania gra. Czytając poprawioną instrukcję czułem się, jakbym na nowo uczył się grać w Warhammera. Jednak sądzę, że właśnie dzięki moim poprzednim doświadczeniom z tego typu grami, zdołałem opanować reguły Liberty Road.

Bardzo klimatyczne!
Pomimo kilku, wspomnianych przeze mnie, zawiłości zasad, do gry można się przyzwyczaić. W zasadzie od drugiej rozgrywki wszystko idzie już sprawnie. Nie jest to wyłącznie moje odczucie, ale również mojej żony. Szkoda tylko, że dzieje się to kosztem dwóch pierwszych scenariuszy. Niemniej sądzę, że są one tak skonstruowane, aby skupić się w jednym na czołgach, a w drugim na piechocie. Dzięki temu poznamy już wszystkie ważniejsze zasady i z przyjemnością rozegramy pozostałe 10 scenariuszy.

Z początku gra wydawała mi się trochę za abstrakcyjna, ale po opanowaniu zasad klimat zaczął się dosłownie wylewać z pudełka. Tworzone jest to oczywiście przez te wiele niewiadomych. Rozpoczynając scenariusz wiemy tylko jakie mamy cele oraz jakimi jednostkami dysponujemy. Jako atakujący nawet nie wiemy ile tur będzie trwała gra i co nas najbardziej przeraża, to masa żetonów fog of war rozkładanych przez obrońcę. Z kolei broniąc się, widzimy całą masę wojska nacierającego na nasze pozycje i zastanawiamy się „jak mam ich zatrzymać, tą garstką niewyszkolonych ludzi?!”. Poza tym we wstępie do każdego scenariusza mamy kilka zdań „fluffu”, które dobrze wprowadzają nas w nadchodzące zadanie. Wszystko to sprawia, że Liberty Road to bardzo klimatyczna gra.

Oczywiście losowość odgrywa w tym tytule sporą rolę. Żetony wyciągane z worka mają zastąpić kostki i rzeczywiście robią to w dobry sposób. Jednak najwięcej chaosu na polu bitwy wprowadzają wydarzenia. Mogą one dosłownie przerwać naszą turę i spowodować aktywację jednostek wroga, co może wywrócić nasz plan. W związku z tym trzeba mieć to na uwadze. Niemniej z tego co wiem, autor chciał osiągnąć taki efekt „nieprzewidywalności”. Trzeba przyznać, że mu się to udało.

Jeżeli zaś chodzi o regrywalność tego tytułu, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozegrać ponownie jakiś scenariusz. Jednak z całą pewnością podejdzie się do niego inaczej, bo będziemy wiedzieli kto czym dysponuje i jakie ma cele. W tym momencie gra stanie się „normalnym” wargame'em. Oczywiście nie trudno się domyślić, że największa frajda to rozgrywać scenariusz po raz pierwszy. Poza tym, jeśli skończymy przygodę z Liberty Road, to możemy zacząć grać w Red Storm – drugą grą z serii War Stories.
Natomiast nie rozumiem, jak w tę pozycję można grać samemu. W swojej kolekcji mamy grę wojenną, która nie jest przeznaczona dla jednego gracza, a można prowadzić takie rozgrywki. Mówię tu o A Victory Denied. Tam wszystkie informacje są jawne i jedyną niewiadomą jest kolejność aktywacji jednostek. W związku z tym gracz może wprowadzić się w stan rozdwojenia jaźni i grać obiema stronami konfliktu. W Liberty Road nie mogę sobie tego wyobrazić.
Pomimo kilku początkowych problemów z przyswojeniem zasad, jak i regułami, do których musiałem się przyzwyczaić, grę oraz cały system oceniam bardzo pozytywnie. Liberty Road  naprawdę przypadł mi do gustu i chciałbym, aby moja żona chciała częściej w nią ze mną grać (mamy jeszcze kilka scenariuszy do rozegrania). W związku z tym szczerze polecam serię War Stories i mam nadzieję, że powyższy tekst pozwoli Wam zadecydować, czy tytuły te są dla Was.

Tomasz


Pomocnicza ocena zbiorcza według naszej zawiłej skali:
I.
Klimat
5/6
II.
Losowość
4/6
III.
Błędy w grze (v 1.1)
5/6
IV.
Złożoność
3/6
V.
Interakcja
6/6
VI.
Wykonanie
6/6
VII.
Cena
6/6
VIII.
Czas rozgrywki
6/6
IX.
Ocena gry
5/6
Końcowa nota:  5.1/6

Grę udostępniło wydawnictwo:
http://www.artana.com/

Bardzo serdecznie dziękujemy!

...and something for our international readers:
Pros:
+ the game is very thematic and the theme comes through mechanisms
+ excellent quality of components
+ great ideas regarding fog of war and other „unknown” elements
+ when you get used to the rules, the gameplay is very dynamic

Pros/cons:
+/- replayability

Cons:
- poorly written rulebook (download updated rules here – click)
- sometimes the game gets very chaotic (events, opportunity fire etc)
- lack of Zone of Control

4 komentarze:

  1. a mógłbyś polecić coś co ładnie chodzi na 1 osobę? Oczywiście w kategorii wojenne. Im mniejsza losowość tym lepiej ale tu pewnie będzie problem. Dodatkowo instrukcja PL byłaby niezaprzeczalnym atutem:). Pozdrawiam
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż w tak wiele gier wojennych to nie grałem. Z całą pewnością polecam A Victory Denied i Space Empires 4X. Ta druga ma bodajże przetłumaczoną instrukcję na język polski.
      Jeśli chodzi o mój research związany z grami jednoosobowymi, to coś więcej możesz przeczytać w moim artykule tutaj: http://boardtime.pl/2014/10/victory-denied.html

      Usuń
    2. Victory szczerze mówiąc zniechęciło mnie papierową mapą i jednak nie chcę grać sam ze sobą tylko przeciw grze. Szukam też czegoś co nie powoduje zgrzytania zębami kiedy moje kiepskie rzuty kością przekreślają całą taktykę dlatego Space też odpadł. Ale wyciągnąłem z Twojej recenzji odnośnik do dice tower. Może tam coś się uda znaleźć.

      Usuń
    3. O ile się nie mylę, papierowe mapy to raczej standard przy tych grach. Cieszę się, że mogłem chociaż trochę pomóc :-)

      Usuń