Start

Get your dropdown menu: profilki

Slider

#htmlcaption1 #htmlcaption2 #htmlcaption3 #htmlcaption4 #htmlcaption5

środa, 4 maja 2016

O kryteriach wyboru gier, ich ewolucji i pozostawaniu w kolekcji

Dziś spróbujemy czegoś innego. W poniższym, dość chaotycznym tekście przedstawię Wam proces, który towarzyszy nam podczas wybieraniu gier do naszej kolekcji, czy też do recenzji. Przyznam, że wywód ten przybrał troszeczkę inną formę niż planowałem. Jednak stara się on odzwierciedlić to, co zachodzi w mojej głowie, kiedy stwierdzam, że gra jest warta uwagi.


Jak było na początku, czyli ważny był klimat
Moja większa fascynacja nowoczesnymi grami planszowymi zaczęła się ponad cztery lata temu. Do tamtego momentu ponad dekadę spędziłem przy stołach grając w bitewniaki w świecie obu Warhammerów. Jak zapewne wiecie firma Games Workshop, która jest za nie odpowiedzialna, zapewniła fanom ewoluujące i bardzo bogate fabularnie uniwersa. Pomimo, iż w międzyczasie miałem okazję zagrać w nowoczesne gry planszowe, takie jak Carcassonne i Wsiąść do Pociągu, to jakoś w głębi chciałem czegoś więcej, chciałem jakieś epickości, chciałem fabuły... I wtedy kolega odwiedził nas z grą Eclipse.
Moja reakcja po pierwszej rozgrywce w tę grę wywołała jedno pytanie: „to robią takie gry planszowe?!”. Co ciekawe, to wcale nie fabuła Eclipse'a mnie zaintrygowała. Zafascynowały mnie mechanizmy, które przypominały mi gry komputerowe. Oczywiście musiałem zgłębić ten temat. Pierwszą grą, jaką zacząłem szukać było coś osadzone w uniwersum Star Treka. Jednak ciągle potrzebowałem czegoś z fabułą i to z taką, którą dość dobrze znam. Tak się złożyło, że w tym czasie na rynek trafiła gra Star Trek: Fleet Captains. Od razu wiedziałem, że muszę ją mieć.
W międzyczasie wraz z Sylwią pogłębialiśmy naszą wiedzę, o jakże wielkim świecie gier planszowych. Dowiedzieliśmy się, że na Youtube jest cała masa osób zajmujących się recenzjami gier. Jednym z pierwszych, które zaczęliśmy śledzić i robimy to do dziś, jest The Dice Tower. Później natrafiliśmy na polskie portale poświęcone grom planszowym. Oczywiście fenomenem było dla nas znalezienie czegoś takiego, jak BoardGameGeek. Wszystkie te media dały nam dostęp do jakże wielkiego świata gier planszowych.


Stadium przejściowe, czyli klimat, a potem mechanizmy
Cały czas głównym kryterium wyboru pozostawało tło fabularne gry. Wtedy nie wiedziałem, że istnieje jakiś niepisany podział na gry typu euro, czy ameritrash. Tak do naszej kolekcji trafiły gry Archipelago oraz Robinson Crusoe: The Adventure on Cursed Island. Z biegiem czasu, jednak zacząłem dostrzegać, że te wszystkie gry mają swego rodzaju mechanizmy, które czasem są podobne, ale inaczej stosowane, w zależności od tytułu. Za najlepszą grę, która najlepiej miesza wiele z nich, nadal uważam City of Remnants.
W związku z tym, im coraz więcej gier pojawiało się w naszej kolekcji, tym zaczynaliśmy szukać nie tyle wyjątkowego tła fabularnego, ale również specyficznych mechanizmów. W tym momencie nie chcę wkroczyć na temat „gier, w których można zastąpić tematykę inną, bo mechanizmy, na to pozwalają”. Jest to wywód, który poruszałem kiedyś w serwisie Board Times. W tekście tym zmierzam do tego, że w chwili obecnej, coraz ciężej znaleźć nam gry, które trafią do naszej kolekcji.
Weźmy na przykład tematykę związaną z zombie. W kolekcji mamy kilka gier z nią związanych: Carnival Zombie, Zpocalypse, Dead of Winter oraz Zombies VS Cheerleaders. Dwie pierwsze, to gry typu tower defense. Jedna osadzona w pokręconej, karnawałowej Wenecji, a druga po atomowej apokalipsie. W trzeciej zombie są tylko tłem, a wszystko obraca się wokół działań graczy. Czwarta, to w zasadzie abstrakcyjna układanka. Sądzę więc, że tematykę zombie mamy dość dobrze obsadzoną w naszej kolekcji i nie szukamy nowych tytułów. A co jeśli chodzi o mechanizmy?
Wspomniany tower defense jest reprezentowany w naszej kolekcji przez jeszcze dwie gry: Bastion i Portal of Morth. Po co w związku z tym więcej gier z tej serii? W tym momencie dochodzimy do czegoś, co roboczo nazwijmy „magicznym składnikiem”.

Jak to jest teraz, czyli słów kilka o magicznym składniku
Otóż każda ze wspomnianych gier typu tower defense posiada coś wyjątkowego, coś co wyróżnia ją od innych. Rozgrywka w Bastion przypomina przejażdżkę rollercoasterm, gdzie jedna pomyłka powoduje wykolejenie się. Natomiast Portal of Morth to kompetytywna gra typu tower defense, z bardzo specyficzną formą alokacji potworów-kostek. W Carnival Zombie jest element zręcznościowy. Niby niewielkie wyróżniki, ale powodują, że gry te różnią się na tyle, aby pozostać w kolekcji.
W chwili obecnej, aby gra miała szansę pozostać u nas w domu, czy też mieć szansę, abyśmy się nią zainteresowali, to musi zawierać coś, czego nie ma żadna inna. Wiem, że brzmi to banalnie, gdyż w zasadzie każdy tytuł wyróżnia się od pozostałych. Dany tytuł musi mieć ten „magiczny składnik”, który może przyjąć w moim mniemaniu dwie formy.
W tym momencie zataczamy pełne koło, gdyż ten „magiczny składnik” jest najczęściej wariacją oklepanego tematu lub konkretnego mechanizmu. Kontynuując tematykę zombie i tower defense, to z całą pewnością zwróciłaby naszą uwagę gra, w której używamy procy i innych gadżetów, aby celować w zombie nadchodzące z drugiego końca planszy, a wszystko byłoby osadzone w kreskówkowym klimacie rodem ze Strusia Pędziwiatra... Taka gra zapewne nie powstanie, ale chciałem podać dość ekstremalny przykład „magicznego składnika”. Innym jego typem, odnosząc się do wydanych gier, może być połączenie standardowego deck-building z push your luck (Flip City) lub budowanie ręki, a nie talii (Guns & Steel). Wszystko to oparte na czymś, co pierwszy raz było zastosowane w Dominion, a później „odświeżone” w Kamieniu Gromu i kontynuowane w różnych formach, w wielu innych tytułach. Lubię deck-building, ale to wcale nie oznacza, że muszę mieć wszystkie tytuły na nim oparte. Wystarczy mi jeden i padło na Kamień Gromu, ze względu na tematykę. Za to ciągle szukam ciekawych wariacji („magicznego składnika”), tego mechanizmu.
Tak wygląda teraz nas „wybór” gier. Jeżeli ma się około 200 tytułów w domu, to coraz ciężej znaleźć coś wyjątkowego, co będzie spełniało nasze preferencje. W nowych tytułach coś po prostu musi nas zaskoczyć. Można powiedzieć, że stajemy się wybredni. Jednak poniekąd jest to spowodowane napływem masy nowych gier. Nawet biorąc pod uwagę same polskie wydawnictwa, to mamy wysyp nowych tytułów praktycznie co miesiąc. W związku z tym trzeba stosować jakieś „sito”, jakkolwiek dziwne by nie było. Chcę zauważyć, że specjalnie nie poruszałem kwestii finansowych związanych z naszym hobby, bo każde hobby wymaga pieniędzy.
To tyle na dziś. Jak już wspomniałem, całość tego tekstu wyszła dość chaotycznie, ale mam nadzieję, że czytało Wam się równie przyjemnie, jak mnie pisało. Można powiedzieć, że dałem Wam zalążek tego, co dzieje się w moim, jak to mówi Sylwia, pokręconym umyśle... A co Was kieruje przy wyborze gier? Dajcie znać w komentarzu.

Tomasz

3 komentarze:

  1. My dopiero zaczynamy z planszówkami, więc teraz mamy ten pierwszy etap ''to robią takie gry planszowe?'' i odkrywamy nowe mechanizmy ;) Jest super i w sumie to jest najlepsze w początkach nowego hobby.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z gier deck-buildingowych ostatnio oczarowała mnie Dolina kupców. A tak poza tym rolę w wyborze gier ma ich regrywalność w gronie, którelubi grać w nie za długie tytuły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co Twoim zdaniem wyróżnia Dolinę Kupców od innych deck-builderów? :)

      Usuń